Ciszej na trumnami…

Ciszej na trumnami…

20 listopada, 2022 Wyłączono przez Redakcja

Listopad jest miesiącem którego szczerze nienawidzę. Spowodowane jest to szeregiem czynników, które sprawiają, że najchętniej listopadowe dni spędziłbym w hibernacji, wzorem niedźwiedzi, które znalazły taki właśnie sposób na przetrwanie zimy. W listopadzie jednak wypada kilka bardzo ważnych dla mnie, osobistych rocznic. Bo jak głosi słusznie znane powiedzenie – życie lubi paradoksy, ale za to ja już chyba do samego jego końca nie polubię listopada, wraz z jego „atrakcjami”, zarówno tymi w wersji polskiej, jak i angielskiej.

Trzeba równocześnie przyznać, że żaden miesiąc nie nadaje się tak szczególnie do refleksji nad śmiercią jak właśnie listopad. Kiedy może być ku temu lepsza pora, niż teraz, gdy jest szaro, buro i ponuro? I to wersji optymistycznej, bo najczęściej na dodatek jeszcze wieje i pada deszcz. Wizyta na cmentarzu w jesiennych okolicznościach przyrody, gdy dokucza plucha, a drzewa już są ogołocone z liści ma swoją wymowę, której zostalibyśmy pozbawieni, jeżeli wspominanie zmarłych przeniesiono by nagle na okres majówki.

Nie będzie to jednak felieton o śmierci samej w sobie. Jest to zjawisko bardzo poważne już przez sam fakt, że dosięga ona każdego człowieka, bez najmniejszego wyjątku, oraz dlatego, że jest nieodwracalne; po przekroczeniu śmierci nie ma już powrotu. W cieniu tak potężnej siły trudno nie popaść w infantylne stwierdzenia i zręcznie manewrować między oklepanymi banałami. Być może uda mi się tych pułapek uniknąć, gdy poruszę temat „okołośmiertny”, to jest o kulturze zachowania się w jej obliczu. Jest to o tyle ważne, że ostatnie miesiące dają nam wiele możliwości sprawdzenia swoich odruchów i zachowań, gdyż śmierć możemy oglądać niemal na żywo, i to często zadawaną w sposób wręcz przerażający.

Test na człowieczeństwo w obliczu śmierci, jak się wydaje, towarzyszy człowiekowi, odkąd tylko uwypukliły się różnicę pozwalające na mówienie o człowieku jako „człowieku”. Jak wskazuje archeologia już neandertalczyk miał swoje rytuały związane z grzebaniem zmarłych – świadczą o tym osobiste przedmioty kładzione przy zwłokach, czy odkrywane pyłki kwiatów, które są zapewne pozostałościami po pre-historycznych wieńcach pogrzebowych. Do śmierci per se poszczególne epoki podchodziły w różny sposób, czego wyrazem może być jej personifikacja w średniowieczu i częsty motyw dance macabre w sztuce tamtych czasów. Podejście do „osoby” zmarłego również się zmieniało, wygładzając barbarzyńskie pozostałości, wymagając przez wykształconą kulturę okazywanie zmarłym szacunku, bez rozróżniania przynależności plemiennej.

Ten element kultury, nomen omen elementarny i stanowiący fundament europejskiego postrzegania innego człowieka zostaje dziś naruszany. Długo można by pewnie dyskutować nad źródłem owego zwrotu, ale jego efekty można łatwo dostrzec. Dobra zabawa przy filmie, w którym nagrano jak „rusek śmiesznie ucieka”, zanim zostaje rozerwany przez pocisk jest zaparciem się nie tylko podstaw kultury, ale i definicji człowieka z niej wynikającej. Bo jej zasady wymagają kontroli nad sobą i szacunku do innych, nawet jeżeli są od miesięcy dehumanizowani i nazywani orkami. A już szczególnie jest to postawa wymagana w obliczu śmierci. Bycie człowiekiem, który rości sobie prawa do zachodniego dziedzictwa kulturowego (a więc postawienia się w opozycji do Rosjan!), wymaga określonych zachowań, nawet w stosunku do okupantów i zbrodniarzy.

Kolejny przykład z ostatnich dni ma to samo źródło – czyli ogólne schamienie społeczeństwa – choć tym razem winowajcami nie są bezmyślni troglodyci, ale ludzie mający wiedze o rzeczywistości politycznej i historii kilku ostatnich dekad. I jest to równocześnie kapitalnym dowodem, że upadek obyczajów jest procesem bardzo demokratycznym. Ryba nie psuje się w tym wypadku ani od głowy, ani od ogona. Psuje się po prostu w sposób równomierny w całości. Popis w tym przypadku dali ci, którzy w dniu śmierci Jerzego Ubrana uznali, że jest to świetny moment na przypominanie światu jakim był wielką był kanalią i cynicznym sługusem zbrodniczej władzy. Na takie akcje był czas, gdy Urban w ostatnich latach życia kreował był się na inteligentnego staruszka i żartownisia łamiącego przeróżne tabu. Na rozliczenie postaci, jakby nie było historycznej, przyjdzie moment, gdy minie czas, który pozwoli rodzinie nieboszczyka przeżyć żałobę i pożegnać bliskiego.

Ten przykład, w polskich warunkach, nie jest jedynym w którym górę wzięły emocję. Ludzie, którzy – tak by się mogło wydawać – stoją po drugiej stronie kulturowej barykady rozdzielającej ich od komunistycznych kacyków, potrafili kilka lat temu zakłócić manifestacją pogrzeb, w tym przypadku Wojciecha Jaruzelskiego. Bardziej kulturalni i ludzcy wydawali się wtedy wszyscy, byli komunistyczni aparatczykowie opuszczający… kościół, pod którym zebrali się ludzie z transparentami z epitetami o zmarłym. Dlatego warto brać pod uwagę ciężar takiego zachowania, zarówno w świecie „realnym”, jak i w internecie. Warto też zachowywać się jak człowiek, nawet jeżeli to trudne i trzeba powstrzymywać odruchy. Jeżeli już ten listopad musi nastąpić, niech przynajmniej posłuży do refleksji nie tylko nad samą śmiercią, ale i naszym zachowaniem w jej obliczu.

Czytaj także: Porozmawiajmy o śmierci

Autor: Andrzej Smoleń

https://twitter.com/andrzej_smolen