Zza kółka – nie jeżdżę w Polsce

Zza kółka – nie jeżdżę w Polsce

10 grudnia, 2023 Wyłączono przez Redakcja

Wbrew temu, co może się niektórym wydawać, nie byłam typem osoby, która za kierownicą od początku czuła się jak ryba w wodzie. Zmusiła mnie do tego sytuacja – słaba sieć komunikacji zbiorowej uniemożliwiała mi dojazdy na uczelnię w innym mieście, więc zrobienie prawa jazdy i kupno auta były koniecznością. Egzamin zdałam za pierwszym razem i dopiero wtedy zaczęłam uczyć się jeździć naprawdę.

Początki były straszne – kiedy na skrzyżowaniu z ruchliwą drogą wlotową do miasta zgasł mi samochód. Bywało też śmiesznie, kiedy chciałam sprawdzić, czy na wstecznym też rusza się wskazówka prędkościomierza i skończyłam na betonowym murku, bo zamiast w lusterko patrzyłam na kokpit. Pytanie o to, czy samochód spala paliwo na wstecznym, przeszło do kolekcji rodzinnych anegdot.
Kiedy nabrałam wprawy, moja jazda stała się dynamiczna, ale bezpieczna. Bez wymuszeń i niebezpiecznych manewrów, a jednocześnie potrafiłam zwinnie poruszać się w miejskiej dżungli i śmigać w korkach moją małą stuningowaną Micrą, ledwie dwa lata młodszą ode mnie.

Po przyjeździe do Irlandii cała logistyka związana z prowadzeniem auta stanowiła dla mnie wyzwanie, któremu nie tylko chciałam, ale też musiałam sprostać. Powtórka z rozrywki – zmusiła mnie do tego sytuacja ze względu na to, że zbiorowa komunikacja jeździ jak chce. Niestety, na taksówki mnie stać nie było, a do pracy jakoś docierać musiałam. Po trzech miesiącach bycia na Wyspie kupiłam niebieską Algidę i znów poczułam się jak świeżo po zdanym egzaminie na prawo jazdy. Niby wiem jak się jeździ, podstawy znam, a jednak… Po zakupie samochodu miałam do przejechania samodzielnie jakieś sto kilometrów autostradą, po raz pierwszy w ruchu lewostronnym, samochodem z kierownicą po prawej stronie, z silnikiem 1.0, któremu momentami brakowało tchu przy moim stylu jazdy.

Przez pierwszy miesiąc prawe przedramię i łokieć miałam boleśnie obite przez ciągłe próby zmiany biegów prawą ręką (a drążek jest tu przecież po lewej, więc prawą ręką obijałam się o drzwi i szybę!). Na rondach dostawałam choroby lokomocyjnej, a na spokojnych ulicach, gdzie nie było narysowanych linii na środku jezdni, mimowolnie zjeżdżałam do prawej krawędzi jezdni. Wtedy doceniałam ten powolny, flegmatyczny i nieco czasami chaotyczny tutejszy ruch drogowy. Nikt mnie nigdy nie strąbił, nikt we mnie nie uderzył i ja w nikogo też.
Ale w końcu nabrałam wprawy i poczułam wiatr we włosach. Bardzo szybko jednak skrzydełka zostały mi podcięte, bo dostałam mandat za przekroczenie prędkości (57 km na ograniczeniu 50 km/h), karę w wysokości osiemdziesięciu euro i trzy punkty karne ważne przez trzy lata. W tamtym momencie bolały mnie pieniądze, po czasie – punkty, bo punkty karne podwyższają cenę ubezpieczenia OC a większość pracodawców, którzy szukają kierowców, szukają pracowników z clean driving licence, czyli bez punktów karnych.

Nigdy nie byłam niedzielnym kierowcą, ani w Polsce, ani w Irlandii. Auto służyło mi do dojazdów do pracy i do tułaczki w celach rekreacyjnych. Kiedy przyjeżdżałam do Polski, przesiadka na ruch prawostronny nie stanowiła dla mnie żadnego problemu. Do czasu…

Za miesiąc minie rok, odkąd w końcu zostałam zawodowym kierowcą w Irlandii. Obecnie mój roczny średni przebieg to około sześćdziesięciu tysięcy kilometrów. Duży wzrost, porównując do wcześniejszych nawyków oscylujących wokół dotychczasowych dziesięciu-piętnastu tysięcy rocznie.

W lipcu poleciałam na urlop do Polski. Tata, tradycyjnie już, miał dla mnie przygotowane kluczyki i dowód rejestracyjny. Matko, dowód rejestracyjny! W Irlandii nie wozi się logbooka ze sobą. Wsiadłam za kierowcę i… zaczęłam tłuc lewą ręką w drzwi, chcąc zmieniać biegi. Ale ok, to jest do ogarnięcia. Tylko spokój nas uratuje.

Okazało się jednak, że w na polskich drogach nie ma miejsca na spokój i opanowanie. Doprawdy prędkości rozwijane przez użytkowników dróg były dla mnie zatrważające. Byłam w szoku, bo po prostu przez tyle czasu się od tego odzwyczaiłam! (Do Polski latam na około tydzień raz na dwa lata, w Irlandii żyję codziennie!) Coś, co kiedyś było dla mnie chlebem powszednim, nawet za kierownicą ciężarówki, obecnie zatrważało. Prowadzenie auta sprawia mi przyjemność, a w lipcu czułam ogromny stres. To było dla mnie nowe doznanie i jasny sygnał, że coś jest tu nie w porządku.

Do przejechania miałam dystans około trzydziestu kilometrów drogą wojewódzką. Dojechałam do celu spocona. Odwlekałam powrót, bo naprawdę nie miałam ochoty ponownie wsiadać za kierownicę. Wyjeżdżając z osiedla pojechałam pod prąd, wybierając lewy pas. Na szczęście nic nie jechało z przeciwka i mogłam wrócić na właściwy tor.

W drodze powrotnej zatrzymałam się na kawę u przyjaciółki i naprawdę byłam bliska tego, aby poprosić ją, by mnie odwiozła do domu i przywiozła tatę, by odebrał auto. Niewiele brakowało, ale stwierdziłam, że skoro zostało mi zaledwie piętnaście kilometrów do domu, to dojadę. Znów na bocznej drodze pojechałam pod prąd. Nie mogłam się odnaleźć na drodze. Skupiłam się z całych sił i dojechałam, a na rondach (chyba trzech po kolei?) cieszyłam się, paradoksalnie, z dużego ruchu ulicznego, bo dzięki temu w wężyku jechałam za kimś i nie pomyliłam kierunków.

Po powrocie do domu wręczyłam tacie kluczyki i dowód rejestracyjny, podziękowałam za gościnę i stwierdziłam, że w Polsce już więcej nie jeżdżę! Za to koleżanka przysłała mi link do informacji z lokalnego portalu z nagraniem, gdzie ktoś sobie jechał rano na rondzie pod prąd. Na szczęście – nie byłam to ja.

A jakie są Wasze kontrastowe spostrzeżenia dotyczące kraju emigracji i Polski? Nie musi być o prowadzeniu auta, może wykonujecie w nowym kraju ten sam zawód, co w Polsce? Co Was zadziwia? Czy jest coś, co kiedyś było zwyczajną rzeczywistością, w jakiej żyliście w Polsce, a dzisiaj dla Was jest nie do przyjęcia lub trudne do pokonania? Niecierpliwie czekam na Wasze spostrzeżenia!

Czytaj także: Zza kółka – samotność


Natalia Sobiecka

Autorka felietonów z niemal dwudziestoletnim doświadczeniem w pisaniu tekstów na różnych platformach. Zauważa szczegóły i widzi drugie dno w na pozór błahej powierzchowności. W wolnych chwilach podróżuje i fotografuje, prowadzi też działalność korektorską i redakcyjną.

Ireland in my lens

Correcto. Redakcja i korekta