Miłość jest przereklamowana

Miłość jest przereklamowana

14 lutego, 2026 Wyłączono przez Redakcja

W lutym zewsząd atakują nas czerwone serduszka. Jedni wchodzą w komercyjny szał jak nóż w masło, inni też obchodzą, często szerokim łukiem. Zaliczam się do tej drugiej kategorii nie biorąc udziału w szaleństwie, ale i nie przeszkadzając. Każdy może bawić się jak chce dopóki nie łamie prawa i nie krzywdzi ludzi. Voilà!

Przyglądając się dniu świętego Walentego, nie zapominajmy jednak o tym, że jest on patronem zarówno zakochanych, narzeczonych i małżeństw, jak i osobom chorym na epilepsję i cierpiącym na choroby psychiczne, co sugeruje, że pomiędzy tymi stanami nie ma różnicy.

Nie przeszkodziło to współczesnej kulturze utrwalić przekonanie w społeczeństwie, że miłość jest siłą absolutną oraz fundamentem związku dwojga ludzi i rodziny.

Serwuje się nam w ilościach przemysłowych filmy i literaturę wszelaką, w których miłość pokonuje różnice charakterów, naprawia błędy, wybacza zdrady i unieważnia lata zaniedbań. Powtarzana wciąż narracja o wszechmocy uczucia sprawia, że zaczynamy wierzyć, iż samo „kocham” wystarczy, by relacja przetrwała każdą próbę. Serio? Niech pierwszy w takim razie rzuci kamieniem, kto nie zna pary, która rozstała się w wyniku nałogu, braku pieniędzy na utrzymanie rodziny, lenistwo jednego z partnerów czy nieodciętą pępowinę z rodzicami. Założę się, że słowo „kocham” nie wystarczyło.

Narracja o wszechmocy miłości utrwala w nas przekonanie, że „jeśli naprawdę kochamy, wszystko powinno przychodzić samo”. Tymczasem relacja wymaga pracy, czasu i sztuki kompromisu. Konflikty, choroby, problemy – przecież to jest nieuniknione! Jeżeli ktokolwiek myśli: och, u mnie będzie inaczej, bo… najczęściej pozostanie w sferze marzeń, która szybko przejdzie do sfery rozczarowania. Tu się nic magicznie nie zadzieje. W związku pierwsze uniesienia i namiętności są nietrwałe. Wszystkie bajki w dzieciństwie kończyły się na weselu i słowach „a potem żyli długo i szczęśliwie”, jakby autor tych opowiastek bał się jak ognia dotykania tej części życia, w których znaczenie nabierają wspólne cele, odpowiedzialność za swoje postępowanie, zgodność w kwestiach wychowania dzieci, dysponowanie finansami czy wybór stylu życia. To po pięknym ślubie, będącym ukoronowaniem namiętnej miłości, która pokonuje góry, morza i smoki (tudzież smoczyce), następuje zwykłe życie, w którym ważny jest szacunek, dojrzałość emocjonalna i umiejętność komunikacji, w której nie ma miejsca na lekceważenie potrzeb czy ignorowanie granic drugiego człowieka.

Ludzie się ranią. Im są sobie bliżsi, tym boleśniej. Czasami zamierzenie, ale chcę wierzyć, że częściej robią to z niewiedzy. Gdy ludzi łączy coś więcej niż pierwsze zauroczenie, wybaczenie jest możliwe w wyniku starań i czasu. Nie może być jednak tak, że ze słowami na ustach, że „miłość ci wszystko wybaczy” następuje przyzwolenie na zdrady, kłamstwa czy wieloletnie zaniedbania, a ludzie dopuszczający się nikczemności oczekują wybaczenia po akcie skruchy (szczerej lub nie) i słowach: „przecież się kochamy”. W realnym życiu wybaczenie jest procesem wymagającym czasu, pracy i realnej zmiany postawy. Na jakimś etapie życia wpojono nam, że prawdziwa miłość polega na bezwarunkowym wybaczaniu, co doprowadza do tego, że uczymy się ignorować własne granice. W imię uczucia rezygnujemy z poczucia godności i bezpieczeństwa, uznając, że cierpienie jest nieodłącznym elementem „wielkiej miłości”. Nie, to nie jest jej element, tylko przyzwolenie na przejęcie kontroli i furtka do tego, byśmy za jakiś czas, pokaleczeni i poranieni, szukali wsparcia w psychoterapii. „Po czynach ich poznacie” – proszę zapamiętać ten cytat z książki zaliczanej przeze mnie do gatunku science fiction, ale z tym zdaniem jestem gotowa wyjątkowo się zgodzić. Miłość? Fajna rzecz, ale w parze z usprawiedliwianiem braku zaangażowania, wybuchów złości czy chronicznie niedotrzymywanego słowa ,może co najwyżej pójść się paść – żeby nie wyrazić się dosadniej.

Siedząc nad kawą w kawiarni, w zalewie czerwonych balonów i serduszek przypomniała mi się dawna instytucja swatki i doszłam do wniosku, że powinna powrócić szybko, zanim ludzkość sama się zaora i utopi w aplikacjach randkowych. Na tle romantycznego ideału, w którym uczucie ma być spontaniczne, gwałtowne i jedyne w swoim rodzaju, dawny model kojarzy się z chłodną kalkulacją i pozbawieniem jednostki prawa do wyboru. Taki obraz jest, moim skromnym zdaniem, uproszczeniem, które nie oddaje ani realiów minionych epok, ani sensu, jaki niegdyś nadawano małżeństwu. Swatka to osoba stojąca z boku. Niezaangażowana emocjonalnie w relację dwojga ludzi pełniła rolę obserwatora i mediatora. Jej zadaniem nie było wzniecanie romantycznych uniesień, lecz ocenianie trwałości potencjalnego związku. Brała pod uwagę podobieństwo mentalności, pochodzenia, wykształcenia, statusu materialnego czy wyznawanych wartości. Z dzisiejszej perspektywy może to brzmieć jak pozbawiona uczuć kalkulacja, lecz w istocie była to próba zapewnienia stabilności i bezpieczeństwa obu stronom. Kiedy widzę młodą parę zaślepioną miłością i dostrzegam potencjalne zagrożenia, zawsze polecam do obejrzenia stary polski serial „Daleko od szosy”. Gdyby jego główni bohaterzy zapytali swatkę, czy ich związek ma rację bytu, ta stanowczo by im to odradziła. Zbyt wielka była między nimi przepaść intelektualna, bytowa i społeczna. Czy kochali się wielką miłością? Ależ oczywiście! Ale jak się dość szybko okazało, to nie wystarczyło, bo wspólna codzienność ich pokonała.

Ale wróćmy do swatki i pozwólmy sobie zauważyć, że aranżowanie przez nią par nie zawsze oznaczało przymus. Często było formą doradztwa, próbą połączenia ludzi, którzy w innych okolicznościach mogliby się nigdy nie spotkać. Swatka nie tyle odbierała wybór, ile go porządkowała, chroniąc przed decyzjami podejmowanymi wyłącznie pod wpływem chwilowych emocji. Jej chłodny osąd bywał przeciwwagą dla idealizmu i młodzieńczej impulsywności. Brał pod uwagę zgodność charakterów, majętność i warunki życia, dziedziczenie, religie i wiele innych aspektów, które umykają ludziom opętanym (nie bójmy się tego słowa) zakochaniem. Gdyby ludzie brali to pod uwagę, wiele problemów zniknęło by, choćby ze spędzaniem wigilii czy jakimkolwiek siedzeniem przy wspólnym stole! Bo swatka wiedziała, że nie poślubia się człowieka w oderwaniu od jego rodziny i wcześniej czy później familijne problemy każdego z małżonków, w jakimś stopniu dosięgają.

Nie oznacza to oczywiście, że wszystkie aranżowane małżeństwa były szczęśliwe, ani że model romantyczny jest błędny. Jednak współczesna narracja, która jednoznacznie potępia dawne formy zawierania związków, ignoruje fakt, że ich celem była trwałość, a nie intensywność przeżyć czy ilość dawanych prezentów, choćby z okazji Walentynek. W świecie, w którym relacje coraz częściej rozpadają się pod ciężarem niespełnionych oczekiwań emocjonalnych, a coraz większa liczba małżeństw kończy się rozwodem, warto spojrzeć na przeszłość z większą dozą zrozumienia.

Czy oznacza to, że powinniśmy wyrzec się na zawsze romantycznej miłości? Nie. Jest ona ważnym elementem bliskości i dobrym pretekstem do zaczęcia związku. Jest dobra, ale dopiero wtedy, gdy zostanie uzupełniona o szacunek, odpowiedzialność, wspólne wartości i gotowość podtrzymywania dobrej międzyludzkiej relacji. Trwałe małżeństwo, partnerski związek czy rodzina nie powstają z samego uniesienia serca, lecz wtedy, gdy romantyczna ekstaza ustępuje miejsca zwyczajnej, wymagającej codzienności. Miłość romantyczna, choć piękna, bywa zmienna i intensywna jedynie przez pewien czas. Dawne społeczeństwa zdawały się rozumieć, że uczucie może się narodzić w trakcie wspólnego życia, a niekoniecznie je poprzedzać. Dzisiaj to zatraciliśmy.

Dobrze mieć obok siebie kogoś, kto zamiast zachwycać się razem z nami „miłością życia”, potrząśnie nami porządnie na tyle, by spadły różowe okulary i ukazały obiekt zakochania z szerszej perspektywy.


Róża Wigeland

Miłośniczka sztuki współczesnej, twórczyni asamblaży i kolaży, pisarka, felietonistka i wydawczyni. Autorka książek non-fiction. Jej priorytetem jest po prostu dobre życie. Obywatelka Europy, mieszkająca obecnie w Anglii nad Morzem Północnym.

https://rozawigeland.com/