BURNS NIGHT 2026 w Liverpoolu
12 lutego, 2026W tym roku przypadła 267. rocznica urodzin Roberta Burnsa – wybitnego szkockiego poety. Na całym świecie odbywają się z tej okazji tzw. Burns Nights, podczas których wspomina się jego życie i twórczość.
Wieczerze Burnsa mają ściśle ustalony, tradycyjny przebieg, obejmujący powitanie gości, wspólny posiłek (z haggis w roli głównej), toasty (oczywiście whisky) oraz część artystyczną z poezją.
W wielkim skrócie mógłbym podsumować je jako doskonałą okazję, by przy akompaniamencie dobrej muzyki i poezji, w doborowym towarzystwie, napić się dobrej whisky tudzież innych trunków – mniej lub bardziej szlachetnych, w zależności od upodobań.
W tym roku miałem przyjemność po raz drugi uczestniczyć w Burns Night 2026, udając się w dniu 31 stycznia wraz z moją towarzyszką życia, Różą, do gościnnej Restauracji „U Bercika” na zaproszenie „Brave Hearts” – Klubu Roberta Burnsa w Liverpoolu.
Pomysłodawcami Wieczerzy Burnsa w Liverpoolu byli małżonkowie Sergiusz i Magdalena Pinkwartowie, którzy zainicjowali ją po raz pierwszy trzy lata temu. W kolejnym roku zaprosili do współpracy przy organizacji wydarzenia małżeństwo Marka i Beatę Szymańskich, kontynuując tę owocną współpracę również w tym roku.
Wieczór poprowadzili Magdalena Pinkwart, Beata Szymańska oraz Sergiusz Pinkwart. Sala pękała w szwach – w spotkaniu wzięło udział 70 gości z różnych zakątków Wielkiej Brytanii. Wydarzenie przebiegało w serdecznej, radosnej, przyjacielskiej, niemal rodzinnej atmosferze, a na kilka godzin restauracja stała się przestrzenią dla poezji, muzyki i przyjacielskich rozmów, przestając pełnić rolę jedynie lokalu gastronomicznego.
W programie wzięli udział zaproszeni goście ze świata dyplomacji i biznesu, a także dziennikarze, pisarze, piosenkarze i artyści – wśród nich również ja, po raz pierwszy jako czynny uczestnik, recytując jeden z najpiękniejszych wierszy szkockiego poety „Ma miłość jest jak róży krew”.
Gdy stałem na scenie przed zgromadzonymi uczestnikami czułem nie tylko tremę, lecz także wdzięczność – za możliwość bycia częścią tej tradycji, za ludzi słuchających w skupieniu, za moment w którym czas jakby zwolnił, a poezja brzmiała nie jak odległe echo przeszłości, lecz jak coś żywego, bliskiego i aktualnego.
Oprócz uczty dla ducha, podniebienia i żołądka była także uczta muzyczna, którą zapewniło wirtuozerskie trio w składzie: Sergiusz Pinkwart – skrzypce, Michał Korzeniewski – fortepian, Jan Kojder – wiolonczela, nadając wieczorowi wyjątkową oprawę, podkreślając jego elegancję i podniosły charakter.
Tegoroczny program Wieczerzy Burnsa składał się z bloków tematycznych i przedstawiał się następująco:
Rozpoczęcie:
§ ,,Selkirk Grace” – Marek Szymański
§ Toast ,,Address to a Haggis” – konsulowie Ireneusz Truszkowski i Radosław Gromski
Kolacja:
§ Toast ,,Immortal Memory of Robert Burns” – Rado Chmiel
Blok wojenny:
§ Piosenka ,,Bonnie Banks of Loch Lomond” – Patricia Gronau
§ ,,Bruce’a odezwa do wojsk” – Sergiusz Pinkwart
Blok regionalny:
§ Gwara podhalańska – Adam Nazarczyk
§ Gwara śląska – Aleksandra Pogoda
Toasty:
§ ,,Toast to the Lassies” –,,Liverpool Lad” Marcin Całka
§ ,,Toast replay on behalf of the Lassies” –,,Pańcia z Londynu” Agnieszka Kuchnia-Wołosiewicz
Blok miłosny:
§ ,,Brzegi pięknej Doon” – Honorata Mikołajew
§ ,,Ma miłość jest jak róży krew” – Raphael Horn
Refleksja nad życiem:
§ ,,Bessy i jej kołowrotek” – Anna Korzeniewska-Kojder
§ ,,As I walk’d by myself” – Agnieszka Szczepańska
Wielki finał:
Piosenka ,,Auld Lang Syne” + prowadzenie – Katy Carr
Po części oficjalnej nikt nie kwapił się do wyjścia. W pamięci żyły poprzednie biesiady z Burnsem – te przeżyte osobiście lub zasłyszane od innych. Nic więc dziwnego, że ,,afterparty U Bercika” stało się naturalną konsekwencją wieczoru., Nad jego rytmem i atmosferą czuwali dwaj polscy górale z urodzenia – Sergiusz Pinkwart i Adam Nazarczyk – dbając by w szklanicach gości nie zabrakło zacnego napitku, a w rozmowach pasji i serdeczności.
Rozpoczęły się ,,zajęcia w grupach”, których skład często zmieniał się. Tu i ówdzie wznoszono toasty, wybuchał szczery śmiech, toczyły się rozmowy – czasem lekkie, czasem głębokie – ale zawsze prawdziwe, a impreza nabierała coraz wyraźniejszych barw. Lecz niestety jak to zawsze bywa, że czas biegnie nieubłaganie, tamten piękny wieczór musiał się zakończyć, a uczestnikom nie pozostało nic innego jak pożegnać się, żywiąc nadzieję na ponowne spotkanie z niektórymi uczestnikami na polonijnym, kulturalno-artystycznym szlaku.
Wróciliśmy z Różą do hotelu zmęczeni, ale szczęśliwi z poczuciem, że uczestniczyliśmy w czymś autentycznym i wartościowym, spędzając wieczór, który na długo pozostanie w naszej pamięci dostarczając nam jeszcze wiele tematów do rozmów w przyszłości.
Podsumowując, Burns Night organizowana przez „Brave Hearts” – Klub Roberta Burnsa w Liverpoolu na stałe się wpisuje w kalendarz wydarzeń polonijnych w Wielkiej Brytanii dostarczając brytyjskiej Polonii wysokiej jakości event, w którym nie brakuje dobrej muzyki, śpiewu, poezji a przede wszystkim kulturalnej biesiady. A dla mnie – poety – jest czymś więcej: przypomnieniem, że kultura ma moc budowania wspólnoty, a poezja, nawet ta z osiemnastego wieku, wciąż potrafi przemawiać językiem serca do nas, ludzi.
Raphael Horn
Photo credit: Tomek Zwegrodzki i Wioleta Zakrzewska Radio Polonia FM – Twój głos w UK
https://www.facebook.com/share/1HhKsxYDx5
https://www.facebook.com/share/16s6opZoCc/











