Ich głód jest inny
10 stycznia, 2026Bezmyślnie wpatrywałam się w skaczące wśród drewienek płomienie rozpalonego właśnie kominka i popijałam herbatę, która może i miała ładne opakowanie, ale smak beznadziejny. Wiedziałam, że zbliża się termin publikacji tekstu, a ja nie miałam napisanego nawet jednego zdania. Nie potrafiłam opracować w głowie żadnej koncepcji felietonu, a każde podejście do komputera kończyło się przeniesieniem i skupieniem uwagi na innych projektach. Z zamyślenia wyrwało mnie pytanie mojej partnerki o to, o czym myślę.
Spojrzałam na nią i po prostu zapytałam: „Jaką cenę ma sukces?”.
Rozpoczęło to rozmowę, która trwała… długo. W tle grał telewizor, a my sącząc czerwone wino rozmawiałyśmy. Nawet nasz kot przysłuchiwał się tej konwersacji, wystawiając jedno ucho spod koca, którym był okryty. Nie przytoczę tutaj całego dialogu, z resztą sama nie wiem, czy nie zabłądziłyśmy, bo sukces wydaje się takim słowem, które jest albo niedoceniane, albo wręcz przeceniane. Ale podzielę się naszymi refleksjami, bo wydaje mi się, że każdy z nas ma na koncie mniejsze lub większe osiągnięcia i jestem przekonana, że zdecydowana większość z nich nie została zdobyta przypadkiem lub bez żadnego poświęcenia, a przynajmniej nakładu pracy. Nic nie dzieje się bez przyczyny i nic nie dzieje się samo. Efekt jest zawsze wynikiem podjętych decyzji i działań. A brak decyzji również jest decyzją.
I to właśnie te konsekwencje są ceną, jaką ponosi się, sięgając po sukces. W podkaście Rozmowy zamiejscowe, a dokładnie w odcinku „Czym jest luksus” z Różą i Andrzejem rozmawialiśmy o kwestiach finansowych i progach dochodów, które by mogły zapewnić prawdziwie komfortowe życie. Wraz z Różą optymistycznie zaczęłyśmy wymieniać kwoty, obliczając wydatki i kiedy zadowolone z siebie oddałyśmy głos Andrzejowi, ten nas ostudził mówiąc: takie dochody są możliwe, ale nie dla ludzi pracujących na etacie przez osiem godzin dziennie. I to jest jeden aspekt ponoszonej ceny za odniesiony sukces, który również omówiłam z moją dziewczyną: w praktyce bycie przez cały czas albo przez zdecydowaną większość życia w pracy. Życie rodzinne jest ustawione według zawodowego harmonogramu a i to nie gwarantuje, że planowane i wymarzone wakacje dojdą do skutku lub nie będą musiały być nagle zakończone przed czasem.
Ceną sukcesu są także inne wyrzeczenia, chociażby czasowe. Rozkręcając swój biznes – znów – albo jesteś całkowicie pochłonięty tym zadaniem, albo pół dnia spędzasz w swojej etatowej pracy, a po godzinach budujesz swoją markę i przygotowujesz miejsce, do którego odejdziesz, kiedy porzucisz etat. Znów cierpi – bądź nie – rodzina lub znajomi, a także i Ty, bo zamiast odpoczywać, często szkoda Ci czasu, bo przecież firma nie działa, kiedy Ty śpisz.
Jak świat światem, mówi się, że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie. Już dawno podchodzę do tego ze sporą dozą sceptycyzmu. Być może nastąpiły jakieś zmiany socjologiczne w społeczeństwie, o których nie wiem, bo od dłuższego już czasu zauważam, że są osoby, którym łatwiej przychodzi akceptacja cudzej krzywdy, niż cudzego sukcesu. Zazdrość, która bywa emocją pozytywną, bo motywującą do działania, została zastąpiona przez zawiść kierowaną niepogodzeniem się z faktem, że ktoś może mieć w życiu lepiej. Już pomijam tendencję na mediach społecznościowych, gdzie ludzie nie szczędzą polubień, komentarzy, udostępnień i wszelkich możliwych interakcji na profilach ludzi, którzy nawet nie mają pojęcia o ich istnieniu, a kliknięcie lajka czy udostępnienie posta znajomego, który dopiero rozkręca swój biznes boli, jakby te reakcje były dodatkowo płatne lub w jakikolwiek inny sposób limitowane.
W końcu, poczucie samotności i niezrozumienia to chyba najmniej wyobrażalne, za to najbardziej odczuwalne emocje w drodze na szczyt. Nikt poza Tobą nie założy Twoich butów, nikt poza Tobą nie będzie miał takiego plecaka doświadczeń, nikt poza Tobą nie będzie miał za sobą drogi przebytej przez Ciebie. Nikt nie będzie widział pęcherzy na stopach, nikt nie poczuje bólu kręgosłupa, nikt nie będzie wiedział, ile razy Twoja twarz była poparzona słońcem, a usta spękane od mrozu. Być może Twoi bliscy będą znali trochę prawdy. Być może Twój terapeuta usłyszy to, czego nie usłyszy nikt inny, ale w dalszym ciągu to Ty i tylko Ty będziesz posiadać świadomość tego, co się wydarzyło w drodze po puchar. Gawiedź zobaczy tylko koronę na Twojej głowie, złote trofeum dzierżone w dłoni i deszcz zielonych baksów spadających jak manna z nieba. Zapewne znajdą się zazdrośnicy, pojawią się także ludzie pełni podziwu, ale będą też i tacy, którzy oskarżą Cię o przekręty, kombinowanie lub awans przez łóżko.
Nie chcę jednak, aby ten felieton pokazywał wielkie cierpiętnictwo ludzi sukcesu, bo przecież nikt ich do niczego nie zmusił, oni sami tego chcieli. A może raczej urodzili się z takim darem? Wydaje mi się, że ludzie osiągający sukces przede wszystkim mają pewne predyspozycje, których nie posiada większość powszechnych zjadaczy chleba. Tak jak już wspomniałam na początku, sukces nie rodzi się w jedną noc, kariery nie robi się w jeden dzień. Zdobycie szczytu to nie jednorazowy orgazm, a ciężka orka aby najpierw tam dojść, a następnie utrzymać tempo, by nie spaść, bo im wyżej wejdziesz, tym boleśniej upadasz.
Dlatego też wydaje mi się, że to, co my – zwykli śmiertelnicy – bierzemy za koszt całego przedsięwzięcia i możemy sobie tego nawet nie wyobrażać, bo jakże to tak nie jeździć na niedzielny obiad do rodziców i jak to tak nie odebrać dziecka ze szkoły, dla ludzi sukcesu takie zjawiska są po prostu rzeczywistością, stanem normalnym, czymś, na co już w zasadzie nie zwracają uwagi, bo ich skupienie jest gdzieś indziej. Głód ludzi sukcesu polega na czymś innym. Oni już są zorientowani na kolejny cel, kolejny szczyt, kolejny sukces, do którego będą dążyć, nawet jeśli konsekwencją będzie alienacja towarzyska, ograniczony czas dla rodziny czy wyczerpanie do granic ludzkiej wytrzymałości.

Natalia Sobiecka
Autorka felietonów z niemal dwudziestoletnim doświadczeniem w pisaniu tekstów na różnych platformach. Zauważa szczegóły i widzi drugie dno w na pozór błahej powierzchowności. W wolnych chwilach podróżuje i fotografuje, prowadzi też działalność korektorską i redakcyjną.

