Koniec wieńczy dzieło

Koniec wieńczy dzieło

12 kwietnia, 2026 Wyłączono przez Redakcja

“Finis coronat opus” – słyszałam wiele razy idąc przez życie. Czy więc właśnie mam do czynienia z końcem, który wieńczy dzieło? Czy to dopiero początek czegoś innego i jeszcze większego?

Finał dwuletniej pracy nad „Trójgłosem” nie przyszedł nagle. Był wypracowany. Próbując określić ostateczną chwilą zakończenia, nie mogę się ostatecznie zdecydować. Moja odpowiedź brzmi: nie wiem. Bo czy za finałową datę można przyjąć kliknięcie „wyślij do druku”? A może była to ta wcześniejsza chwila, gdy wszystkie opracowane pliki składające się na całość książki wylądowały na moim ekranie komputera? Czy może ten sobotni poranek, kiedy odebrałam ciężkie, pachnące świeżym drukiem paczki od kuriera? Czyżby konkretna data premiery 28 marca 2026 roku na Autorskich Targach Książki w Londynie była datą wieńczącą dzieło? Co powinnam okreslić finałem?

Czuję, że jest to nieuchwytna suma dni. Zarówno tych intensywnych, jak i jałowych. Tych pełnych pisarskiej weny, jak i tych, w których każde zdanie trzeba było wydobywać z siebie siłą. Kto próbował pisać we wrzesniu o świętach Bożego Narodzenia będzie wiedział, o czym mówię. Tych pełnych niepokoju, gdy kolejny termin zamknięcia etapu pracy siedział na ramieniu i sączył do ucha podpowiedzi z rozwiązaniami problemu – co zrobić, gdy danego dnia zamiast e-maila z konkretnym załącznikiem wpadnie wiadomość, że „nie dam rady”. I tych, kiedy pozostali współautorzy i współpracownicy dostarczali wszystko przed terminem i wszystko szło jak po sznurku do celu.

Dwa lata to wystarczająco długo, by zwątpić więcej niż raz. By zmienić zdanie o tekście (dzisiaj napisałabym niektóre akapity inaczej) o sobie, o sensie całego przedsięwzięcia. Choć na podkreślenie zasługuje fakt, że nigdy, absolutnie nigdy nawet nie pomyślałam, by odstąpić od realizacji projektu. Ale trwało to wystarczająco długo, by nauczyć się, że proces twórczy nie wygląda jak prosta ścieżka doprowadzająca do celu. Publikacja nie jest nagrodą, tylko konsekwencją wytrwania.

Pisanie i publikacja „Trójgłosu” miała w sobie coś z odrabiania lekcji zadanych przez nauczyciela. Było zadanie, temat i wyznaczony termin oddania pracy. Nauczycielka języka polskiego dyktując temat kolejnego wypracowania na podstawie lektury, nie pytała, czy będę miała wenę twórczą, czas i motywację. Oczekiwała, że w wyznaczonym dniu stanę na środku klasy i przeczytam, co sądzę na temat moralności poszczególnych bohaterów powieści Gabrieli Zapolskiej. I mój osąd otrzymała. Tak samo było w przypadku projektu „Trójgłos”. Nie mogłam nie odrobić lekcji. Trzeba było usiąść i napisać. A skoro wtedy, mając kilkanaście lat, wiedziałam, co znaczy odpowiedzialność, tym bardziej teraz, mając lat kilkadziesiąt, nie mogłam zasłaniać się niemożnością wykonania zadania przywołując jakże modne obecnie „nie mam na to czasu i przestrzeni”. Byłoby to tym bardziej uwłaczające, gdyż jednym z zadanych tematów felietonu było: Czym jest dorosłość?

Skoro szkoła – to i alfabet, tam mi się nasunęło podczas obmyślania, jak ująć zagadnienie pod tytułem „finał”. Rozpisałam zatem na kartce litery abecadła, dopisując kojarzące się, jak w zabawie psychologicznej, słowa.

A – ambicja, która na początku wydaje się siłą napędową, a z czasem potrafi też ciążyć.
B – balansowanie na cienkiej linii dwuletniego projektu, między życiem a tworzeniem.
C – cel : dostarczyć książkę na premierę 28 marca 2026 roku na Autorskie Targi Książki w Londynie.
D – drukowanie i cicha nadzieja, że wszystko wyjdzie w drukarni dokładnie tak, jak zostało zaprojektowane.
E – energia, którą trzeba było w sobie nieustannie odnajdywać, nawet wtedy, gdy jej najbardziej brakowało.
F – formalności, bo wszystko musiało przebiegać według określonych (wysokich!) standardów.
G – grafik-artysta, który nadał formę temu, co wcześniej było tylko treścią.
H – humor i dystans, często jedyne narzędzia ratujące sytuacje podbramkowe.
I – inspirowanie się codziennością, rzeczywistością i tym, co działo się wokół.
J – jedność w działaniu, bez której nie byłoby mowy o finale.
K – koszty, bardzo realne i bardzo wysokie, przypominające, że tworzenie ma też swój ciężar finansowy.
L – lojalność wobec siebie jako twórców i wobec wspólnej idei.
M – mozolność pracy, to codzienne „odrabianie lekcji”, które nie zawsze daje natychmiastową satysfakcję, ale buduje całość.
N – nadzieja, że dowieziemy to wszystko do końca.
O – obawa, że jednak się nie uda.
P – podcast nagrywany równolegle, drugi nurt i forma tej samej opowieści.
R – refleksje, reakcje i rozmowy z bliskimi, które często porządkowały chaos.
S – szacunek: do siebie, do partnerów, do danego słowa i do czasu, który został w to włożony.
T – terminy, nieubłagane, ale konieczne, by cokolwiek mogło powstać.
U – uzupełnianie się, szczególnie w momentach zwątpienia, kiedy jedno z nas podnosiło drugie.
V – victoria. Ten moment, kiedy można powiedzieć: mamy to!
W – wytrwałość, by nie rzucić wszystkiego w chwilach przeciążenia i braku sił.
Z – zaufanie, że mimo występujących od czasu do czasu różnicy zdań, gramy do jednej bramki.

Dwuletnia praca nad książką miała coś z wędrówki od jednego etapu do kolejnego. Jej finał jest nie tyle końcem drogi, co momentem uznania: zrobiliśmy wszystko, co było możliwe na ten czas, w tych warunkach, z tymi zasobami intelektualnymi i materialnymi. I może to właśnie publikacja jest najbardziej przewrotnym finałem ze wszystkich. Bo z jednej strony zamknęliśmy proces twórczy. Oddaliśmy książkę światu. Z drugiej strony dopiero teraz zaczyna się jej właściwe życie w rękach czytelników, w ich sposobach wielopłaszczyznowego jej czytania, w ich interpretacjach, w rozmowach o niej poza naszym wpływem i świadomością. Dlatego finał „Trójgłosu” nie jest kropką. Jest raczej momentem oddania głosu dalej.

I może po tych dwóch latach najuczciwiej byłoby powiedzieć, że to nie koniec pracy i nie koniec dzieła. To tylko koniec naszej kontroli nad książką.


Róża Wigeland

Miłośniczka sztuki współczesnej, twórczyni asamblaży i kolaży, pisarka, felietonistka i wydawczyni. Autorka książek non-fiction. Jej priorytetem jest po prostu dobre życie. Obywatelka Europy, mieszkająca obecnie w Anglii nad Morzem Północnym.

https://rozawigeland.com/