„Klara i słońce” – Kazuo Ishiguro
26 września, 2026Ktoś z mojego otoczenia bardzo naciskał, bym tę książkę przeczytała i przyszła na spotkanie angielskiego klubu książki w pobliskim miasteczku. Długo się opierałam, bo tytuł wydał mi się infantylny, okładka nie zachęcała, a do opowiadania w obcym języku o uczuciach i emocjach nie czułam się na siłach. Ale koleżanka była nieustępliwa, więc dla tak zwanego świętego spokoju obiecałam, że przynajmniej zacznę czytać i dam znać czy mi się podoba.
Zaczęłam czytać i pochłonęłam ją w dwa dni wykorzystując każdą wolną minutę. Nie znalazłam w niej ani efektownej fabuły ani niesamowitych zwrotów akcji. To bardzo subtelna, spokojna i leniwie tocząca się przez kolejne strony literatura.
„Klara i słońce” Kazuo Ishiguro to historia, która pod pozorem opowieści o sztucznej inteligencji stawia pytania przede wszystkim o człowieka: o miłość, samotność, poświęcenie, pamięć, wolną wolę i granice tego, co możemy nazwać człowieczeństwem.
Powieść przedstawiona jest z perspektywy Klary, Sztucznej Przyjaciółki (SP), androida stworzonego po to, by towarzyszyć dzieciom i młodzieży i którego można kupić, ot tak po prostu, w sklepie. Klara trafia do domu Josie, chorej dziewczynki i stopniowo staje się kimś znacznie ważniejszym niż tylko urządzeniem mającym dotrzymywać jej towarzystwa. Jej niezwykła spostrzegawczość, zdolność obserwowania ludzkich zachowań, a przede wszystkim gotowość do bezinteresownego poświęcenia sprawiły, że w pewnym momencie zaczęłam zadawać sobie pytanie, które jest jednym z najważniejszych pytań tej książki: czy maszyna może być bardziej ludzka niż człowiek?
W trakcie czytania patrzyłam na ludzi z perspektywy androida. Klara patrzy na świat inaczej niż my. Analizuje gesty, słowa, zachowania i relacje, ale nie zawsze rozumie ich znaczenie. Jej sposób postrzegania rzeczywistości jest jednocześnie i naiwny, i przenikliwy. Klara potrafi dostrzec to, czego nie zauważają ludzie, a jednocześnie zobaczyć więcej. Ograniczenia robota pozwalają czytelnikowi spojrzeć na ludzkie zachowania z dystansu i zmusić do refleksji nad samym człowiekiem. Coś na kształt widzenia świata oczami dziecka, tylko bardziej wnikliwie.
Powieść sklasyfikowano jako science fiction, ale nie mogę się z tym zgodzić. Mam wrażenie, że tylko krok dzieli nas od tego, by powstały sklepy, w których można kupić SP dla naszego dziecka. Mamy już bezzałogowe pociągi, taksówki, ciężarówki czy samoobsługowe sklepy i lotniska. W końcu przyjdzie pora na ludzi. Wiemy, że technologia zmieniła społeczeństwo, że dzieci mogą zostać poddane genetycznemu „ulepszeniu”, że edukacja i relacje międzyludzkie wyglądają inaczej niż jeszcze 20-30 lat temu. Jednak autor nie pokazuje szczegółowej wizji przyszłości. Świat w powieści został jedynie zarysowany i pozostawia wiele niedopowiedzeń. Dla mnie jest to jednak jeden z ciekawszych zabiegów Kazuo Ishiguro. Autor nie chce bowiem opowiedzieć nam, jak będzie wyglądał świat przyszłości. Chce raczej zapytać, jakimi ludźmi możemy się w nim stać.
Czytając tę powieść, cały czas z tyłu głowy miałam gwałtowny rozwój sztucznej inteligencji. Ale android-Klara nie jest potworem chcącym wymknąć się spod kontroli by zniszczyć ludzkość jak w znanych nam dystopijnych filmach czy wiadomości płynących z mediów. Klara chce pomagać, rozumieć, kochać i być potrzebna. I to było najbardziej niepokojące! Sama złapałam się na tym, że może lepiej byłoby pójść do sklepu i kupić sobie takiego SP i uruchamiać go w razie potrzeby niż obcować na co dzień z ludźmi, którzy źle życzą, z którymi ciągle trzeba coś wyjaśniać, tłumaczyć czy nawet się kłócić i walczyć. Ta pokusa kusi wygodą. Ale jeżeli stworzymy technologię zdolną naśladować empatię, przywiązanie i troskę, to gdzie przebiega granica między symulowaniem uczuć a ich rzeczywistym przeżywaniem? I jeszcze jedno pytanie, z którym pozostawiła mnie ta powieść: czy maszyny stają się podobne do człowieka, czy to my pod wpływem współczesnej technologii coraz bardziej nie przypominamy maszyn?
Szczególnie mocny jest wątek „ulepszania” dzieci. Technologia ma zapewnić młodym ludziom lepszą przyszłość, większe możliwości i przewagę nad innymi. Ale cena tej ingerencji okazuje się ogromna. Powieść stawia więc pytanie, które wraz z rozwojem inżynierii genetycznej, sztucznej inteligencji i technologii wspomagających człowieka będzie prawdopodobnie coraz ważniejsze: czy wszystko, co technicznie możliwe, powinno zostać przez człowieka wykorzystane?
Ale gdzie to tytułowe słońce? – zapytacie. Ależ jest! Przewija się bardzo często. Dla Klary staje się mocą nadprzyrodzoną, które leczy, wskrzesza i można się do niego zwrócić z prośbą. Klara wierzy, że Słońce może pomóc Josie i jest gotowa zrobić wszystko, aby ocalić dziewczynkę. Tę wiarę odczytuję w ten sposób, że nawet robot, choć jest produktem technologii, potrzebuje zawierzyć sprawczość czemuś większemu od siebie.
Zakończenie musiałam przeczytać dwa razy, by zrozumieć, o co chodziło autorowi. Czekałam na coś spektakularnego, a okazało się tak bardzo… ludzkie. I pozostawiło mnie znów z pytaniem: jakim człowiekiem był ten, kto stworzył Klarę? I kogo by stworzył, gdyby nie był dobry i empatyczny?

Róża Wigeland
Miłośniczka sztuki współczesnej, twórczyni asamblaży i kolaży, pisarka, felietonistka i wydawczyni. Autorka książek non-fiction. Jej priorytetem jest po prostu dobre życie. Obywatelka Europy, mieszkająca obecnie w Anglii nad Morzem Północnym.


