Karol, założyciel stowarzyszenia polonijnego „Husaria” w Manchesterze

9 grudnia, 2017 Wyłączono przez Redakcja

Stowarzyszenia patriotyczne w Wielkiej Brytanii

Mniej więcej w połowie rozmowy zdałem sobie sprawę, że wątki bardziej osobiste, które przewijają się w innych relacjach, są zupełnie pomijane. Uznałem już wtedy, że może to być bardzo ciekawy wpis, bo z jakiej gliny ulepiony jest mój rozmówca, każdy będzie w stanie ocenić na podstawie opisu stowarzyszenia i jego działań. We wpisie zarówno o bieżącej działalności „Husarii”, jak i o historii powojennej Polonii w północno – zachodniej Anglii.

Husaria” powstała 1 marca 2017 r i jest organizacją polonijno – patriotyczną, która działa dla Polonii. Pomagamy również różnym angielskim stowarzyszeniom, grupom, czy też niekiedy niektórym anglikom i ludziom innych narodowości. Głownie jednak zajmujemy się dbaniem o dobre imię Polonii, o miejsca pamięci, o historię Polonii w Manchesterze i całej Anglii. Miejsca pamięci to przede wszystkim cmentarze, pomniki i budynki związane z historią Polonii w Anglii. Co jeszcze robimy… Działamy również charytatywnie – jeżeli ktoś się zgłosi do nas z prośbą, że potrzebuje pomocy bo ma chore dziecko, lub nie może sam wykonać jakiejś małej pracy remontowej; czy to w ogrodzie, czy może nawet nie jest w stanie pomalować mieszkania, to my z miłą chęcią pomagamy. Jesteśmy grupą przyjaciół, która postanowiła coś robić. Mamy kontakt z konsulatem, z polskimi szkołami, parafiami i pomagamy jak możemy. Nie ma u nas żadnej polityki, po prostu grupa polonijno – patriotyczna dla Polaków w Anglii, bo jeżeli sami o siebie nie zadbamy, to kto o nas zadba?

Razem z Izą i Adamem jestem założycielem „Husarii”. Wcześniej – przez rok – prowadziłem grupę patriotyczną, która nazywa się X, jednak nie godziła mi się polityka tej grupy z tym, co sam uważam za patriotyzm. Po roku, po zrobieniu ponad 30 akcji – że tak to nazwę – pod moim przywództwem, zostawiłem grupę. Powiedziałem: „Dziękuję, ale to nie dla mnie, to się kłóci z moim własnym ja i nie mogę tak robić”. Odszedłem z tamtej grupy. Wtedy spotkałem się z Izą i Adamem i razem postanowiliśmy, żeby założyć coś innego. Wiedzieli, że ja to rozwinę i popchnę dalej tak, jak to było z X. Teraz już chyba nawet ten oddział X w Manchesterze nie działa. W „Husarii” natomiast jesteśmy liczni, prężnie działamy, nie ma u nas żadnej polityki, nie mamy z nikim problemów i po prostu robimy swoje – to, co uważamy za słuszne.

Patriotyzm nie ma definicji – to jest to co człowiek czuje, że jest dobre dla Polski, dobre dla Polaków. To jest to co czuje sercem na temat swojej ojczyzny i że nie zrobi czegoś co uderzy w jej dobre imię. To na przykład oznacza, że nie stanę na fladze, a ją podniosę. To oznacza, że zadbam o miejsca pamięci: gdy widzę, że o nie nikt nie dba – wstanę i zrobię to. Patriotyzm najprościej to być dobrym człowiekiem i wychować swoje dzieci na dobrych Polaków; tak by dbały o swój własny kraj, o to co jest najważniejsze i za co ginęli nasi żołnierze. Patriotyzm to nie jest noszenie na koszulce znaku Polski walczącej…Może jest to związane z patriotyzmem, ale to co robimy to nie jest patriotyzm na pokaz. To nie o to chodzi, żeby palić race, ale żeby zrobić coś dobrego dla Polski i Polaków, zwłaszcza tutaj na emigracji. Czasami mówi się o nas, że zdradziliśmy Polskę, że ją zostawiliśmy, i co możemy wiedzieć o patriotyzmie mieszkając w Anglii? Właśnie możemy wiedzieć, ponieważ po drugiej wojnie światowej dużo Polaków się tutaj osiedliło i mało kto wie, że tutaj byli żołnierze AK, sybiracy, żołnierze armii Andersa i oni swoje dzieła dalej tutaj kontynuowali. Historia pokazała nie raz, że Polacy wracali z emigracji i zaczynali od nowa Polskę. Gdzie się szkolili „Cichociemni”? Nie w Polsce, a za granicą. Też uciekli z kraju, a jednak zdecydowali się tutaj dalej szkolić, a gdy nadszedł dzień wrócili służyć do ojczyzny walczyć za nią. I to jest właśnie nasz patriotyzm na emigracji; robimy wszystko by przetrwała pamięć o tamtej Polonii, przetrwały domy polskie, kościoły, kluby, miejsca pamięci, cmentarze czy pomniki.

Tych historii jest tak dużo, a ludzie o nich nawet nie wiedzą. Nie wiedzą z kim siedzą w kościele w jednej ławce. Ja przez przypadek się dowiedziałem, że jedna z takich osób była w Armii Krajowej. Przez przypadek poznałem tą Panią i to ona była inicjatorką i mentorką mojego działania. Była to sanitariuszka AK, nazywała się Wanda Lesisz – Gutowska, walczyła na Żoliborzu, odznaczona najwyższym wyróżnieniem na świecie „Sprawiedliwi wśród Narodów Świata” za ukrywanie małego Żyda. Później już została członkinią honorową naszego stowarzyszenia. Gdyby nie pani Wanda nigdy bym sie nie odważył na to co robię dzisiaj. To ona rozpaliła w nas też żar, to ona obudziła w nas tą miłość do Ojczyzny i chęć działania. To nasza bohaterka, mentorką i nauczycielka.

Jej śp. mąż był komandorem na ORP Błyskawica (polski niszczyciel z czasów II wojny światowej – przyp. Red.) i brał udział w lądowaniu na Normandię. Po wojnie osiadł w Anglii. Był architektem, wybudował wiele kościołów polskich i angielskich, był zaproszony do królowej. Tablica z jego imieniem i nazwiskiem jest umieszczona w katedrze w Londynie. Takich ludzi jak śp. pan Lesisz czy śp. pani Lesisz jest tutaj mnóstwo. Oni zaczynali Polonię tutaj, organizowali się, był tu kiedyś „Komitet pomocy Polsce” i inne komitety, inne kluby: SPK, SPPW, i jeszcze setki innych grup. Oni tworzyli te organizacje by pomagać Polsce. W jaki sposób? W taki, że wychowywali swoje dzieci patriotycznie, wychowywali je na Polaków, wyznawali dalej te same zasady, te same wartości, tą samą wiarę w Polskę. Oni to wszystko zachowali, nawet jeżeli zostali tutaj na długie lata. Polacy są rozsiani na całym świecie, ale założę się, że jeżeli przyjdzie taki dzień potrzeby, to każdy wróci by pomóc Polsce.

W Liverpoolu czy w Manchesterze było wielu Polaków po wojnie. Niedaleko Manchesteru był obóz przejściowy dla Polaków, którzy uciekali z Syberii – rodzin z Armii Andersa. Żołnierze, żeby wydostać się z Syberii wstępowali do Armii Andersa, a wtedy Rosjanie pozwalali zabrać ich rodziny. Te rodziny dostawał się później do Anglii przez północną Afrykę czy Pakistan. Organizowane były tutaj obozy przejściowe dla nich, zanim wrócą do Polski. W Manchesterze byli również szkoleni byli cichociemni, jest nawet ich pomnik na lotnisku – na samym środku. Sam się o tym dowiedziałem dopiero rok temu, a w Anglii jestem już 14 lat.

Czy czujemy się kontynuatorami tej powojennej Polonii? Bylibyśmy zaszczyceni, gdybyśmy tak byli określani przez nich samych. Nie możemy się tak nazwać, nie możemy się sami tak określić. Próbujemy ich naśladować, ale bardzo daleko nam do nich. To byli ludzie, którzy stawiali czoła najeźdźcom i mordercom. Mieli ogromną odwagę: zwykłe kobiety, dziewczynki, mężczyźni, chłopcy. My im nie dorównamy, możemy jedynie próbować ich naśladować w tym co robili tutaj. Takich ludzi było tutaj setki i smutne jest, że ludzie mało o nich wiedzą. Są archiwa, są dokumenty i jest tak bardzo łatwo dotrzeć do źródeł, zobaczyć jak to jeszcze niedawno wyglądało, że aż dziwne, że prawie nikt się tym nie interesuje. Żeby dorównać tym ludziom, żeby mieć odwagę tak się sami nazywać to – szczerze mówiąc – nie wiem sam, co musielibyśmy zrobić. Tak się nie stanie, więc możemy jedynie próbować pchać to wszystko dalej, żeby to spadło może bardziej na nasze barki, żebyśmy mogli to kontynuować. Fajnie by było, ale…nie dorównamy im, w życiu. To byli całkiem inni ludzie, całkiem inne pokolenie.

Nie jesteśmy zrzeszeni czy powiązani z żadną partią, z Ruchem Narodowym, Nowoczesną czy innymi. Nie wprowadzamy polityki do grupy. Jak już mówiłem jesteśmy organizacją polonijno – patriotyczną i jesteśmy też chrześcijanami, wyznajemy Boga w osobie Jezusa Chrystusa. Tego się trzymamy i nie pchamy się w żadną politykę, pod żadne rządowe grupy. My chcemy po prostu działać dla tego, co uważamy za słuszne. Jeżeli zgłosi się do nas jakaś grupa, niezależnie od tego jaką wyznaję politykę, i poda nam słuszny, szczery cel to my z chęcią im pomożemy. Jesteśmy wdzięczni za każdą pomoc, którą dostajemy od konsulatu czy od innych ludzi, którzy nas wspierają: od sklepów, firm i indywidualnych osób. Nie chcemy wprowadzać polityki i podziałów bo jesteśmy przeciwni podziałom. Nienawidzimy dosłownie tego powiedzenia: “Polak Polakowi wilkiem” i chcemy pokazać, że jest inaczej.

Spotkalimy się z wieloma nieprzyjemnymi sytuacjami. Osobiście spotkałem się z tym, że moje rozmowy były nagrywane przez osoby postronne, a także wcześniej, w poprzedniej grupie – nawet przez osoby z tej grupy. Również moje rozmowy telefoniczne były nagrywane. Różne artykuły na stronach internetowych, które się nazywają gazetami, ale z gazetami nie mają za wiele wspólnego. Ataki były, są i tak już pewnie zostanie. Jeżeli człowiek coś robi, nie siedzi na czterech literach i myśli o niebieskich migdałach, to ci ludzie, którzy nie mają odwagi czegokolwiek zrobić, będą atakować. Oni pewnie też chcieliby, ale nie mogą, bo im się nie chcę. A to jest tak proste, żeby wstać, powiedzieć sobie „tak, to jest to, co chcę robić” i później widzieć tego efekty; że niektórzy się cieszą, ale niektórzy – niestety – tego nienawidzą. Są różni ludzie. Są tacy, którzy nas chwalą i cieszą się z tego co robimy. Zwłaszcza starsza Polonia, oni są bardzo wdzięczni, że zaopiekowaliśmy się cmentarzem, walczymy o jego odnowę, pojawiamy się na różnych uroczystościach. Natomiast ta nowa emigracja jest bardziej podzielona, tak pół na pół. Ludzie są nieufni, ponieważ…Przepraszam, że to powiem, ale to między innymi przez to idiotyczne powiedzenie, że „Polak Polakowi wilkiem”. Ludzie są przez to wycofani, nie chcą za bardzo wierzyć, że to jest za darmo, że ktoś coś robi sam od siebie i jeszcze na to wydaje swoje prywatne pieniądze. Niektórzy w to nie wierzą. Często jednak się przekonują, że jest inaczej i wtedy są sprzymierzeńcami. Nie robimy tego dla poklasku, nie robimy tego, żeby komuś dać pstryczka w nos. Jeżeli ktoś nas wspiera jest nam bardzo miło, jeżeli nie – nie mamy żadnego żalu czy pretensji, bo każdy ma prawo do własnego zdania. Ataki były, będą i tak się będzie wiecznie zdarzać, ale także i pochwały będą. Ludzie są różni, nie każdy uznaje patriotyzm za patriotyzm, bo niektórzy wiążą go z faszyzmem. Są tacy, którzy tak pokazali patriotyzm, tak go utrwalili w mediach i tak już chyba zostanie u niektórych ludzi w głowach. Niestety, przekonać takich ludzi jest bardzo ciężko, ale wierzymy że to się uda.

Anglicy postrzegają nas nawet lepiej niż Polonia. Są bardzo pomocni i otwarci. Jeżeli współpracujemy z jakimś stowarzyszeniem angielskim to naprawdę pomagają, podpowiadają czy zabierają na różne uroczystości, poznają z różnymi ludźmi. Jeżeli chodzi o młodsze pokolenie tutaj, to nie mają poczucia patriotyzmu, nie mają poczucia własnej tożsamości narodowej, w takim sensie, że są Anglikami czy Brytyjczykami. Oni chyba tego tak nie czują, może zaledwie garstka z nich. To młodsze pokolenie jest obojętne; dla nich Polak to Polak – kradnie nam pracę. Jeżeli chodzi o ludzi wykształconych czy starszych, to jak najbardziej mamy wielkie wsparcie od nich. Nawet był jeden pan, który gdy dowiedział się, że sprzątamy na cmentarzu (ma żonę Polkę), przyszedł nam pomóc, i gdy usłyszał że wynajmujemy agregat – poszedł i nam go kupił za własne pieniądze. Wydał na niego 500 albo 600 funtów. Od samego siebie dał nam agregat, żebyśmy mieli na kolejne pracę. Anglicy są bardzo mile nastawieni do takiej działalności, dopóki nie zaczyna się w to mieszkać polityki.

Plany mamy na długie lata, ale nie mogę o nich mówić. Mogę jedynie powiedzieć, że stowarzyszenie „Husaria” ma trwać przez długie lata, i nie wiem czy ja to będę prowadził, czy ktoś inny, ale to będzie działalność, która będzie przekazywana z pokolenia na pokolenie. My Polacy tutaj w Anglii jeszcze bardzo długo będziemy, nasze dzieci, ich dzieci. Chcemy, żeby została zachowana polskość. Chcemy, by „Husaria” trwała, i była uczciwa i szczera, taka jak teraz jest. Oczywiście, że chcielibyśmy, by któregoś dnia wszyscy wrócili do Polski. To nie jest nasz kraj, to nie jest nasz dom. My jesteśmy tu gośćmi i możemy zostać jak długo chcemy, ale nasze miejsce jest w Polsce, każdego z nas. To tam zostaliśmy urodzeni i nieważne w której części świata teraz mieszkamy – powinniśmy znaleźć się któregoś dnia w Polsce. Ten kraj nas potrzebuję; Anglia potrzebuję nas tylko do pracy, Polska potrzebuje nas, żeby przetrwać, żeby dalej istnieć. Wiem, że są różne powody, że ludzie są tutaj w Anglii i zostają na długie lata. Znam wiele takich historii, sam jestem jedną z takich historii, ale wcześniej czy później ja wrócę. Czy to będzie za 5, 10, 30 lat – nie wiem, ale wrócę.

Chciałbym, żeby każdy pamiętał skąd pochodzi, by pamiętał, gdzie jest jego miejsce, gdzie jest jego dom. Chciałbym, żeby ludzie to przeczytali: żeby nie zapomnieli kim są, kim się urodzili i kogo tak naprawdę reprezentują. My nie jesteśmy wrogami, jesteśmy jednym narodem, jesteśmy Polakami. Po co nam podziały? Powinniśmy się jednoczyć, wtedy skończą się ataki w prasie na nas, skończą się ataki na ulicy, skończą się obelgi i obrażanie nas. Powinniśmy być razem, mimo wszystko. Jesteśmy tutaj razem, daleko od domu więc chciałbym by każdy pamiętał kim jest i skąd pochodzi.

Link do strony stowarzyszenia „Husaria” na facebooku:

https://www.facebook.com/StowarzyszenieHusariaManchester/