Język uczciwości

Język uczciwości

23 maja, 2026 Wyłączono przez Redakcja

 W „Szkicach piórkiem”, książce-dzienniku Andrzeja Bobkowskiego, napisanej w okupowanej Francji podczas II wojny światowej, znajduje się opis historii, którą autor usłyszał i zapisał w swoich zeszytach. Suchy opis bez komentarza, co też jest dowodem na talent pisarza, który pozwolił przykładowi wybrzmieć bez dodawania do niego żadnych niepotrzebnych myśli. Ja takiego talentu nie mam, ale to ma swoje dobre strony – pozwala mi to na wtrącenie swoich pięciu groszy po przeszło 80 latach od opisywanych przez Bobkowskiego wydarzeń.

W dzienniku opisany jest przypadek pewnego inżyniera, który założył swój warsztat czy fabryczkę. Popadł w kłopoty finansowe, ratował się pożyczkami, w końcu zbankrutował. Umówił się z wierzycielami na spłatę 50% swoich zobowiązań i zatrudnił się w fabryce jako zwykły majster. Pracował ponad siły, niedojadał i ciułał każdego zarobionego franka, aż oddał połowę długów. Na tym nie przestał. Kontynuował przez kolejnych kilka lat harówkę, aż oddał dług w całości. Po czym wrócił do siebie i palnął sobie w łeb.

Prawdopodobnie postawa owego inżyniera była już wtedy wyjątkiem, a nie regułą. Człowiek ten miał jednak w sobie przetrwalniki przynajmniej części europejskich wartości, które przez stulecia kształtowały przynajmniej część społeczeństwa. Odpowiednie pojęcia były dla niektórych stałymi, według których nawigowali własne losy, nie stawały się jedynie ozdobnikami. Paweł Jasienica przywołuje przykład polskiej szlachty, która poziom ceł w Gdańsku określała na podstawie deklaracji kupców o wartości produktu. Pisarz załamywał ręce nad tą niefrasobliwością, która dawała wprost wspaniałe możliwości zaniżania opłat celnych. Może i dla szlachcica kłamstwo byłoby niehonorowe, ale tam, gdzie jeden widzi prostą ścieżkę do utraty dobrego imienia, inny dostrzega okazję do zwiększenia swego zysku.

Literackie przykłady różnicy postaw dawał też Reymont w „Ziemi obiecanej”, gdzie w przemysłowej Łodzi spotkały się nie tylko różne narody, ale i religie, kultury i postawy. Scenę z wpadającym w długi szlachcicem jeszcze mocniej zarysował Andrzej Wajda, który w ekranizacji powieści nakręcił samobójstwo bankruta, który nie chciał wyjść z kłopotów przez celowe podpalenie swojej fabryki i odzyskanie gotówki z ubezpieczenia. U Reymonta w jego łódzkim tyglu, dawne, honorowe postawy wycofywały się pod naporem nowych sił i zgniatającej sumienie mocy pieniądza. Zasłyszany przez Bobkowskiego przykład zrobił wrażenie, prawdopodobnie widział go jako jeden z ostatnich odbłysków dawnej epoki. A dziś?

Dziś warto przyjrzeć się samemu językowi, bo sam aparat pojęciowy może wiele pokazać. W ekonomii, w jej mechanicznym opisie i klasyfikacji nie istnieją pojęcia takie, jakimi posługiwali się bohaterowie powyższych przykładów. Nie ma nawet znaczenia, czy to przykłady z życia wzięte, czy tylko literackie, bo nawet te wymyślone oparte były na cechach epoki. Już pal licho pojęcie honoru. Ale analizując rynki, czy współczesne trendy nikt nie próbuje używać słów takich jak choćby „uczciwe” czy „przyzwoite”, o „moralnym”, albo „złym” i „dobrym” nawet nie wspominając. I jest to z jednej strony zrozumiałe, bo w ramach samego zjawiska ekonomia oderwana jest od tych pojęć. Zysk, strata, podaż, popyt, wzrost, pieniądz – same z siebie są określeniami technicznymi, są poza dylematami filozoficznymi. Dla niektórych wprowadzanie napięcia i pytania o dobro i zło w tym aspekcie rzeczywistości jest tak absurdalne jak rozważania, czy lew postąpił źle rozszarpując i pożerając na żywca małą antylopę, która była tak uroczym zwierzątkiem jak jelonek Bambi. W świecie finansjery można co najwyżej kwestionować legalność działań. A póki jest legalne zwieranie skrajnie niekorzystnych umów czy oszukanie babci na cudowne garnki, to tak długo różne, brudnej maści skurwysyny będą się tym argumentem bronić. Ja jednak tego poziomu tłumaczeń zupełnie nie przyjmuje. Bo nawet jeżeli dany, branżowy język ma wyrugowane pewne pojęcia, to nadal posługują się nim ludzie.


Andrzej Smoleń

Autor felietonów i krótkich artykułów historycznych, które nieregularnie ukazywały się w kilku punktach „emigracyjnego” internetu od 2019 roku. Twórca bloga emigraniada.com, który w 2023 przekształcił się w portal publicystyczno-kulturalny. Z zawodu inżynier rozwoju produktu. Mieszkaniec Liverpoolu.