Zgromadzenie
23 listopada, 2025Nie były dobre. Gdyby ktoś zapytał je, czy potrafią uczynić choć jedną dobrą rzecz, wszystkie musiałyby ze smutkiem pokręcić głowami. Całe Zgromadzenie od dawien dawna uznawane było za złe duchy.
Wiedźmy, tak je nazywali.
Bano się ich. Nie było w tym nic dziwnego – gdy widzi się dziecko, wokół którego więdną kwiaty, a trawa żółknie i obraca się w proch, nie pyta się, gdzie jego matka. Trzeba uciekać, trzymać się z daleka, przekląć pod nosem i szukać pomocy. Można też spróbować szczęścia i zatłuc potwora. Stać się bohaterem.
Taką śmiercią z rąk bohaterów zginęły siostry.
Tamariel, Promienista, ledwie wchodząca w wiek dojrzewania, rozerwana na strzępy w obrzydliwym akcie przemocy. Czterdziestu wieśniaków ruszyło w bój naprzeciw jednej dziewczynce. Ubrane w ciemny fiolet, z krzyczącymi duszami, siostry zbierały z plaży pokrwawione palce i potrzaskane kończyny najmłodszej członkini Zgromadzenia. Blondwłosą głowę musiało zmyć morze. Nie znalazły jej w domu żadnego z jej oprawców, a zawitały do wszystkich. W zgliszczach naliczono dokładnie tyle czaszek, ilu mieszkańców odwiedziły.
Larista, Oddana Lasowi, przebita włócznią Garemlida Siódmego. Dla poklasku rozłożono jej ciało na pobliskiej polanie, obłożono mchem twarz, a w brzuchu wycięto ogromną dziurę. Kiedy leśne zwierzęta nie chciały zbezcześcić zwłok dawnej opiekunki, Garemlid Siódmy włożył w brzuch Laristy żywe węgorze, śmiejąc się do rozpuku ku uciesze zgromadzonego tłumu. Gdy jego twarz nurkowała w kłębiącej się od węgorzy krwi, bliżej mu było do panicznych wrzasków niż triumfalnego śmiechu. Siostry upewniły się też, że nikt nigdy nie spotka Garemlida Ósmego ani Kolejnego.
Marinea, Widząca, pohańbiona, związana i powieszona na rozstaju dróg. Tak wyglądał efekt inicjacji w szkole rycerskiej dla mieszkanek Shareholm. Oświetlone czarnymi świecami ciało zawieszono za kostki, a krew z licznych ran ściekała do naczyń, w których zwykła przygotowywać mikstury. Zaszłe bielmem oczy patrzyły wciąż w przyszłość, tak jak za życia. Z pewnością widziała również ten dzień, jednak przyjmowała przeznaczenie jako pewnik. Zgromadzenie nie walczyło z boskimi planami. Żadna z nich nie była Widzącą, ale każda w ciemności dostrzegła wypisany ciemnymi kroplami nakaz. Zwój boskich rozporządzeń dla szkoły rycerskiej miał czerwienieć krwią adeptek i nauczycielek. Nie pozostał kamień, który nie napiłby się posoki.
Samaria, Strażniczka Pamięci, ugodzona strzałą ze środkiem nasennym, oblana łojem i podpalona, gdy już odzyskała przytomność. Ostrożne podejście do spalenia na stosie, a wszystko po to, by pomniejszy książę Barion mógł zaimponować władającemu wujowi. Krzyk Samarii miesiącami odbijał się echem w Korytarzu Wspomnień, gdzie zapisywała się każda informacja i emocja, jaka przemknęła przez jej umysł. Jej siostry żałowały, że nie mogła usłyszeć krzyku Bariona, gdy odziane w fiolet związywały jego ręce za podtrzymującym ciało palem. Naprzeciwko ustawiły czaszkę zmarłej siostry, w której puste oczodoły wprawiono lśniące szkarłatem rubiny. Pomarańczowy blask pożogi długo jeszcze błyszczał w klejnotach.
Fertinis, Tkająca Mgłę, zakuta w łańcuchy i wrzucona w głębiny jeziora Orome. Śmierć na dowód posiadania mocy, o które została oskarżona. Białe włosy falowały wokół delikatnej, pięknej twarzy, już na wieki zastygłej w wyrazie niewypowiedzianego strachu, na przekór wszystkiemu tańcząc spokojny, jednostajny taniec wodorostów. Ciało nie zdążyło jeszcze odpaść od kości ani nawet napuchnąć, gdy dołączyły do niego kolejne. Sędziowie miasteczka o tej samej nazwie co jezioro, nad którego brzegiem je zbudowano, raz jeszcze musieli spojrzeć w twarz ofiarom swoich procesów. Siostry dołożyły wszelkich starań, by kaci dożyli widoku bladego lica Fertinis.
Bertola, Opiekunka Sareema, pozostawiona przez klan Ashari na śmierć głodową w pełnej ohydnych szczurów jaskini. Wychudzone, nadjedzone przez gryzonie ciało, zastygło z wyciągniętymi w górę rękami. Na płaskim kamieniu podtrzymywanym przez zmarłą, siostry znalazły ledwie żywego Sareema, kota-przewodnika, który prowadził członkinie Zgromadzenia ku dobrym decyzjom w chwilach zwątpienia. Mieszkający na pustyni Ashari nie spodziewali się szczurów w swoim czystym, suchym domu. Kierowana mocami Zgromadzenia armia szkodników przetaczała się przez oazę, zjadając żywcem wszystkich mieszkańców, a Sareem czerpał energię z ich ulatujących istnień. Został tylko gorący wiatr i łopoczące poły pustych namiotów.
Narita, Ostrze Północy, otruta i wywieszona nago na smaganym zimnymi falami klifie. Podstępne zwycięstwo Ogrida Starego, który chciał dzierżyć ten sam tytuł. Rozciągnięte i podtrzymywane linami ciało odbijało się od ostrych skał, obmywane z krwi słoną wodą. Gdy ocean wypił ostatnią kroplę czerwieni, a iskra Narity zniknęła bezpowrotnie w huku fal, lód ścisnął serce Ogrida Starego. Urok mrożenia krwi został po raz pierwszy użyty nie do przechowania zapasów, a do pomszczenia bezsensownej śmierci jednej z sióstr. Ogrid padł na zieloną trawę, a jego tors przebiły odłamki szkarłatnej zmarzliny, dając początek kolejnej legendzie o mocy Ostrza Północy.
***
Zostało ich pięć. Mabella, Budząca Wiatr, Saakina, Wojowniczka Wschodu, Kalista, Pani Gwiaździstej Nocy, Abigail, Zrodzona z Iskry i Damroka, Matka Fal.
Stały na ustawionych w rzędzie stosach, znów ubrane w fiolet, choć tym razem suknie były podarte, brudne i skrwawione od licznych ran. Ustawiono je zbyt daleko od siebie, by mogły połączyć dłonie i użyczyć sobie mocy. Skrępowane, oplute i pobite miały czekać na śmierć.
Czy kiedykolwiek uczyniły coś dobrego? Pytanie rozbrzmiewało raz za razem we wspólnym umyśle Zgromadzenia.
Spojrzały po sobie, widząc, że kręcą przecząco głowami. Wszystkie w milczeniu znosiły obelgi. Na żadnej twarzy nie widać było śladu łzy, choć z pewnością każda była przerażona. Ktoś dał znak i widok przesłoniły im czarne, cuchnące śmiercią kaptury. Oprawcy nie chcieli patrzeć im w oczy i ryzykować klątwy rzuconej na tych, którzy mieli dzierżyć płonące pochodnie.
Czy były złe?
Wątpliwości. Siostry dzieliły je ze sobą, wspominając dawne czasy. Niczego nie żałowały. Czy były złe? To pytanie, które mimo odległości między nimi, zrodziło się we wspólnym umyśle dogorywającego Zgromadzenia.
Kto stworzył je złymi?
Nie było ani krzty zła w miłości, którą darzyły swoją rodzinę. Ani odrobiny w spokojnych dniach przed ludzkością, która obrała je za potwory, nie mogąc pojąć mocy, które posiadały. Ich serca nie były nim przesiąknięte, gdy dopiero ucząc się magii, zdarzało im się zabić roślinę niebacznym dotykiem.
A jednak po kolejnym znaku ludzie podeszli do stosów z zabójczym ogniem. Siostry poczuły żar rozlewający się pod ich stopami, usłyszały trzaskające od niego drewno, umierające i przekazujące dalej iskrę samej Śmierci, której głos coraz bardziej huczał rozgrzanym powietrzem wciskającym się pod ciężkie od łoju suknie. Gęsty dym długo jeszcze unosił ku niebu ostatnie modlitwy Zgromadzenia, przerwane brutalnie pożerającą je pożogą.
***
Ogień wciąż wesoło przeskakiwał z żarzących się drewienek, łapczywie zajmując świeże szczapki, dorzucane pulchnymi, starymi dłońmi. Tym razem dym nie porywał ze sobą zbyt wcześnie odbieranego życia, lecz słowa, które wypowiadały często uśmiechające się usta.
– Babciu, opowiadasz najlepsze historie na świecie – powiedziała jedna ze zgromadzonych przy ognisku osób.
– Chociaż akurat ta jest całkiem straszna – dorzucił ciemnowłosy chłopak, który niemal zapomniał o zjedzonej do połowy kiełbasce.
– Ja bym powiedziała, że raczej smutna. Przecież one wcale nie były złe. Zabito je tylko dlatego, że różniły się od ludzi.
Babcia uśmiechnęła się pod nosem. Młodzież wyciągała teraz z historii zupełnie inne wnioski, niż kilka stuleci temu. Byli otwarci i tolerancyjni.
– Skąd pani bierze te wszystkie opowieści? – spytał blondyn okryty kolorowym kocem.
– W moim wieku ma się odpowiednio dużo doświadczenia i zasłyszanych wcześniej historii ludzi dużo starszych ode mnie. Poza tym, kto wie, czy iskra mocy, która opuściła ciała sióstr nie uleciała wraz z dymem, by szukać kolejnych wiedźm – odparła kobieta. – Cieszę się, że wam się podobało i dziękuję za zaproszenie. Pójdę się już położyć, a wy pamiętajcie, żeby nie siedzieć w lesie całą noc. I ugaście porządnie ognisko.
– Niech pani opowie coś jeszcze! – poprosili zgodnym chórem.
– Zostawię sobie kilka historii na wasze kolejne spotkanie.
Babcia wstała z powalonego pnia służącego jej za siedzenie i ruszyła ku prześwitującemu między drzewami domu, odprowadzana powtarzającymi się prośbami zmieszanymi z pożegnaniami. Chociaż przyjaciele wnuczki lubili jej towarzystwo i opowieści, woleli spędzać czas w swoim towarzystwie, tak jak i ona w czasach swojej młodości.
Mijając ostatni rząd starych drzew sadzonych wieki temu ręką jej dziadków, odwróciła się ku jaśniejącym na polanie ognisku otoczonym nastolatkami. Machnęła dłonią, a kilkanaście nocnych motyli poderwało się do lotu i w radosnym tańcu pofrunęło do źródła migoczącego światła.
Agnes, dawniej znana jako Złotousta, usłyszała jeszcze okrzyki zachwytu i na jej poznaczonej zmarszczkami twarzy znów zagościł uśmiech.

Izabela Redesiuk
urodzona w 1993 roku w Siedlcach. Swoją przygodę ze sztuką rozpoczęła od teatru, z którym związana była przez kilka lat. W 2012 roku los zawiódł ją do Wielkiej Brytanii, gdzie nadal pisze, czyta i szuka inspiracji w codzienności. Miłośniczka literatury fantasy i horroru, z zamiłowaniem do mrocznych historii i głębokich emocji. Nie stroni jednak od dobrego kryminału czy romansu. W wolnych chwilach sięga po muzykę o cięższych brzmieniach. Pomimo arachnofobii i kontrowersyjnych wyborów kulinarnych, z pełnym przekonaniem broni ananasa na pizzy.


