Szalony, Zielony Bez – recenzja
22 kwietnia, 2026Wspaniałym przełamaniem ubiegłego tygodnia okazał się musical o polskiej emigracji w Londynie pt. „Szalony Zielony Bez” (Green Wild Elderflower) z piosenkami Agnieszki Osieckiej, który mogłam obejrzeć dzięki uprzejmości Other Space Productions. Spektakl był prezentowany w Riverside Studios, mieszczącym się tuż nad Tamizą, przy pięknym, świeżo otwartym po remoncie, moście Hammersmith w zachodnim Londynie.
Projekt autorstwa reżysera Mateusza Mirka powstał jako część jubileuszowego programu z okazji pięćdziesięciolecia Riverside Studios, a więcej informacji o tym miejscu można znaleźć tu: https://riversidestudios.co.uk/
Czytając przemyślenia Mateusza Mirka o tym, skąd czerpał pomysł na ten spektakl, od razu poczułam z nim więź. Nie tylko ze względu na fakt, że ja również jestem emigrantką, która wyjechała z Polski w pogoni za swoimi marzeniami, ale również przez fascynację Zachodem – USA a także bliższą geograficznie Wielką Brytanią.
W czasie przedstawienia zostajemy zabrani w podróż reżysera przedstawienia oraz Agnieszki Osieckiej, poprzez ich emigranckie życie, które przeplata zachwyt nad nowym miejscem i ludźmi z lękiem przed nieznanym i próbą dopasowania się do nowego otoczenia. Wszystkie te doświadczenia są opowiadane przez porywających aktorów: Michała Nowaka, Mateusza Mirka oraz Elwirę Rejnowicz. W szczególności przepiękny głos Elwiry pozwala nam się zatopić w tę podróż z uśmiechem na twarzy, natomiast Jan Tabęcki dba o nasze doznania muzyczne.
Mimo minimalistycznej scenografii jesteśmy w stanie podróżować oczami wyobraźni po miejscach uwzględnionych w programie: od Warszawy aż po Stany. Ciekawym rozwiązaniem są angielskojęzyczne napisy, dzięki którym na przedstawienie możemy zabrać swoich znajomych, którzy nie mówią po polsku, i zapoznać ich z naszą kulturą. W czasie seansu przewidziano także moment interakcji z publicznością, co daje widzom poczucie bycia drobną częścią tego spektaklu.
Cała opowieść jest bardzo przyjemna i lekka w odbiorze. Mimo to momentami widzowie są zmuszeni do refleksji, a może nawet powrotu do ich własnej, emigracyjnej, podróży.
Spektakl był wspaniałą wyprawą bez pakowania bagaży i paszportu, a zarazem niepowtarzalną okazją, aby zobaczyć zarówno nowe jak i dobrze nam znane miejsca oczami innych emigrantów w świeżej i spójnej oprawie artystycznej.
Swoimi refleksjami po seansie można podzielić się właśnie tu (na końcu strony): https://www.otherspace-productions.com/theatre/osiecka
Tekst i zdjęcia: MM







