Koła autobusu kręcą się
29 lipca, 2026Z czasów, gdy jeszcze mieszkałem w Polsce, pamiętam dość rozbrajające określenia na małe wioski położone zupełnie na uboczu. Określenia, choć urokliwe, były w gruncie rzeczy pejoratywne – podkreślały, z jak zapadłą dziurą mamy do czynienia. Mówiło się, że w danym miejscu wrony zawracają, na noc zwija się asfalt, albo – co było naprawdę poetyckie – że psy dupami szczekają. Istniało też mniej popularne stwierdzenie, że tubylcy obrzucają kamieniami samochody, nieprzyzwyczajeni do widoku pojazdów mechanicznych. Przez całe lata żyłem w przekonaniu, że to pewnego rodzaju przesada, metafora, a takie miejsce jest równie mityczne jak Arkadia czy Atlantyda. Jakież było moje zdziwienie, gdy będąc już emigrantem, na skraju czwartego krzyżyka, dowiedziałem się, że takie miejsce rzeczywiście istnieje i leży w bezpośrednim sąsiedztwie Liverpoolu! Trzeba było przemierzyć kawałek świata i dorobić się pierwszych siwych włosów, by zobaczyć, jak żarty ciałem się stają. O fakcie tym doniosło mi lokalne radio, w którym słuchałem informacji o korkach i odwołanych pociągach. Dowiedziałem się również, że kierowcy jednej z linii autobusowych grożą odmową realizowania kursów na jedno z przedmieść, gdzie pojazdy obrzucane są kamieniami. Nie wiem, czy w tamtych okolicach wrony rzeczywiście zawracają. Myślę, że w zwijaniu asfaltu może być trochę prawdy – wszak w mojej okolicy ilość dziur w nawierzchni każe podejrzewać, że część jej po prostu znika podczas cyklicznego zwijania i rozwijania. Nie znam anatomii tamtejszych psów, ale wątpliwe jest, że rzeczywiście używają do szczekania swoich zadnich części. Jak donosi stacja radiowa, kierowcy grożą odmową wykonywania obowiązków ze względu na obrzucanie pojazdów kamieniami czy cegłami. Zajęciu temu oddają się młodzieńcy, a ich zachowanie określono jako anti social behaviour. Antyspołeczne zachowanie, jak zapewne przełożyłby to zdanie tłumacz, nie oddaje wagi problemu. Myślę, że dobrym tłumaczeniem byłoby staropolskie „chuligańskie wybryki” albo „wandalizm”. Zostawmy jednak semantykę na boku. Wystraszonym kierowcom raczej wszystko jedno, jak nazwiemy to zjawisko. Dla nich liczą się realne problemy – uderzające kamienie w ściany i szyby pojazdu.
Anglia to wspaniały kraj, dający szerokie możliwości – nawet tak dziwne, jak możliwość ukamienowania autobusu. Niestety ma też swoje problemy. O jednym z nich znów dowiedziałem się z radia, gdzie usłyszałem, że młode dziewczyny będą mogły zażądać zatrzymania się w dowolnym miejscu – w domyśle bliżej domu. Ma to im skrócić drogę i czas potrzebny na dotarcie do bezpiecznego miejsca. Związane jest to oczywiście ze wzrastającą liczbą zaczepek, a czasami i bardzo poważnych przestępstw, na które dziewczyny są narażone, co można potwierdzić, studiując statystyki przestępstw w Wielkiej Brytanii. Jest to rozwiązanie połowiczne, a w zasadzie nawet mniej niż połowiczne. Rozwiązuje tylko część problemów, bo na przykład nie uwzględnia bezpieczeństwa chłopców, którzy co prawda nie usłyszą komentarzy na temat swoich kształtów, ale całkiem możliwe, że mogą zmierzyć się z egzystencjalnymi pytaniami, których odpowiedniki z czasów młodości zna chyba każdy mój polski rówieśnik: „skąd jesteś?”, „za kim jesteś?”, „masz fajkę?”, „masz drobne?”, „masz problem?”. Ale zostawiając te pytania na boku, przystanek na żądanie nie jest odpowiedzią na wszystko. Krótsza droga do domu zmniejsza prawdopodobieństwo przykrych wydarzeń, ale ich nie eliminuje. Do tego potrzebne byłyby inne środki, a na końcu zaistniałaby konieczność, by każdą wracającą po zmroku kobietę eskortowało dwóch policjantów. Absurd? Oczywiście, że absurd. Pokazuje to jednak pewną prawidłowość, której nie zmieni przystanek na żądanie.
Prawo jest przestrzegane nie dlatego, że zewnętrzna siła pilnuje jego przestrzegania. Bywają takie próby, jednak prawo jest wyrazem zwyczajów i norm panujących w społeczeństwie, które zachowuje się w określony sposób z powodu wewnętrznych przekonań, a nie odgórnych zakazów. Dotyczy to szczególnie stosunków międzyludzkich i społecznych. Innymi słowy – zasad „nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe” człowiek uczy się w rodzinie, sąsiedztwie, szkole i kościele, a nie z kodeksu karnego. Nie dość na tym – okres, w którym normy i odruchy wrastają w człowieka, jest krótki i przypada na czas dzieciństwa. Najczęściej na ich naukę w domu poprawczym czy w kryminale jest już za późno. A jeśli nie jest, to resocjalizowana jednostka ma przynajmniej niewielkie ziarno moralności zasiane głęboko w duszy. Czy bohaterowie tego felietonu mają takie zalążki schowane za pazuchą czarnej kurtki? Łączę już tutaj obie historie, bo mam mocne podejrzenie, że obie grupy – kamieniarzy i podrywaczy – to ta sama grupa społeczna. Nie wiem tego, ale podejrzewam, że mają przed sobą kilka mało atrakcyjnych dróg – więzienie, przytułek, chodnik przed monopolowym, mogiła… To indywidualne perspektywy. Ogólnospołeczne też są nieciekawe, jeśli masa podobnej patologii przekroczy pewien punkt krytyczny. Jest to rzeczywistość, której nie widać zza wysokiego parkanu czy utrzymywanego od dekad żywopłotu. Otwarte pozostaje pytanie, na ile zadbane i bezpieczne miejsca są wyspami na morzu barbarii, a na ile to właśnie zdeprawowane i zdemoralizowane angielskie dzielnice biedy staną się domyślnym stanem rzeczy. W drugim scenariuszu katastrofa czeka każdego, nie tylko ludzi, którzy dziś realnie stykają się z podobną rzeczywistością. Społeczeństwo, by funkcjonować, musi opierać się na założeniach tak prostych jak to, że większość ludzi przestrzega norm społecznych. Czy nazwiemy to prawem, czy moralnością – to już sprawa drugorzędna. Jak już wcześniej napisałem, pierwsze wynika z drugiego. A co, jeśli ta fala będzie wzbierać i domyślnym stanie się założenie, że na ulicy czeka mnie coś nieprzyjemnego – i to tak, że widok zarzyganego chodnika będzie najmniejszą niedogodnością? Przesada?… A pogodzenie się z sytuacją, że po zmroku należy wysadzić dziewczynę w dowolnie wybranym przez nią miejscu, by bezpiecznie wróciła do domu, nie jest już punktem, w którym rzeczywistość przyspiesza? Często na drodze odruchem bezwarunkowym jest kopnięcie w hamulec podczas niebezpiecznej sytuacji. Przenosząc tę analogię na współczesne Wyspy Brytyjskie – społeczeństwo jako ogół potrzebuje, by zadziałał instynkt samozachowawczy. I to w takim momencie, gdy jeszcze da się wyhamować.

Andrzej Smoleń
Autor felietonów i krótkich artykułów historycznych, które nieregularnie ukazywały się w kilku punktach „emigracyjnego” internetu od 2019 roku. Twórca bloga emigraniada.com, który w 2023 przekształcił się w portal publicystyczno-kulturalny. Z zawodu inżynier rozwoju produktu. Mieszkaniec Liverpoolu.

