„Jeden z nas” – Åsne Seierstad
17 kwietnia, 2026Reportaż „Jeden z nas” autorstwa Åsne Seierstad wykracza poza ramy klasycznego dzieła tego gatunku. Autorka połączyła elementy dziennikarstwa i literatury, i przedstawiła zamach terrorystyczny w Norwegii 22 lipca 2011 roku nie tylko czysto informacyjnie, ale ukazała tamtą rzeczywistość w sposób wiarygodny i angażujący emocje i uczucia czytelnika.
Ponadto przedstawiła przenikliwą relację i obraz pojedynczego człowieka dokonującego największego w historii kraju, po II wojnie światowej, aktu terroryzmu oraz refleksję nad społeczeństwem, które musi się zmierzyć z niewygodną prawdą, że sprawca wyrósł z jego własnego wnętrza.
Powstanie tego obszernego reportażu zaczęło się od napisania artykułu do „Newsweeka”. I jak to dość często bywa, podczas pisania ktoś inny z redakcji zauważył, że to materiał na pogłębioną i bardziej złożoną wersję. Na studium życia, przemocy i pamięci o tym, co się wydarzyło w pewien letni dzień w Oslo i na wyspie Utøya.
Najbardziej uderzającym elementem narracji jest konsekwentna i niezwykle szczegółowa rekonstrukcja biografii Andersa Breivika począwszy od narodzin w inteligenckiej i dobrze sytuowanej rodzinie, poprzez dzieciństwo i lata nastoletnie, aż po proces sądowy. Åsne Seierstad skrupulatnie odtwarza kolejne etapy jego życia, ukazując nie tyle nagłe „narodziny potwora”, ile powolny proces wyobcowania i radykalizacji. Dokładnie opisuje dzieciństwo naznaczone emocjonalnym chłodem, trudne relacje rodzinne i stopniowe pogłębianie się izolacji społecznej. Wszystkie te elementy składają się na portret jednostki, która z czasem zaczyna funkcjonować poza wspólnotą. Autorka nie upraszcza ani nie usprawiedliwia, lecz pokazuje ciągłość: od banalnych doświadczeń frustracji i odrzucenia po ideologiczną obsesję, która znajduje ujście w przemocy. Cały czas podczas czytania miałam z tyłu głowy myśl: czy odrzucenie go przez ojca, matkę, środowisko rówieśnicze, partię polityczną, której chciał przewodzić czy inne grupy i związki nieformalne było spowodowane niezwykłym zbiegiem okoliczności czy jednak jego narcystyczna osobowość i psychopatyczny charakter też miały w tym swój udział?
Centralnym punktem książki jest drobiazgowa rekonstrukcja zamachów: eksplozji w Oslo i masakry na wyspie Utøya. Autorka prowadzi czytelnika przez przebieg wydarzeń niemal minuta po minucie, odsłaniając chłodną, metodyczną logikę działania sprawcy. To nie był akt szaleńca. To było precyzyjnie zaplanowane działanie, podporządkowane ideologii. Ten pozbawiony emocji opis poszczególnych minut i godzin zamachu wzbudzał grozę tym dotkliwiej, że mam świadomość, iż to wydarzyło się naprawdę. Wiele z tych szczegółów znałam wcześniej z doniesień medialnych.
Jednocześnie autorka nie pozwala, by narracja została zdominowana przez perspektywę sprawcy. Równoległym i równie istotnym wątkiem są historie ofiar oraz relacje ocalałych. Młodzi uczestnicy obozu na Utøyi zostają przedstawieni jako konkretne osoby z marzeniami, planami i codziennością, która zostaje brutalnie przerwana. Ten zabieg, czyli przeplatanie fragmentów życia ofiar z biografią zamachowca, nadaje książce wymiar walki dobra ze złem. W trakcie czytania nie tylko poznałam przebieg samej tragedii, ale również doświadczyłam jej ludzkiego wymiaru i odczuwałam ciężar utraty i traumy ludzi dotkniętych zamachem.
Sam proces sądowy Breivika to nie tylko sucha relacja jego formalnego przebiegu. To także opis jego postawy w kontekście ideologii, która doprowadziła go do zbrodni. Pomimo opisów tak drastycznych szczegółów, autorka książki nie epatuje brutalnymi szczegółami, książkę czyta się „bezpiecznie”. I właśnie w tej delikatnej narracji reporterskiej widzę jej kunszt literacki. Tam jest krew, są rany zarówno te na ciele, jak i na duszy, jest ich szczegółowy opis jak na reporterską rzetelność przystało, a jednak udało się uniknąć emocjonalnej manipulacji okrucieństwem.
W pełni rozumiem tytuł reportażu „Jeden z nas”. Mieszkałam w Norwegii i z pełnym zaangażowaniem poznawałam mentalność tamtego społeczeństwa. Media otrzymały prośbę, by nie wymieniać po procesie nazwiska zamachowca, by pamięć o nim przepadła na wieki. I media tę prośbę uszanowały. Norwegowie uważali także, że odpowiedzialność za tragedię nie ogranicza się wyłącznie do czynów zamachowca, lecz w pewnym sensie obciąża także społeczeństwo, które nie dostrzegło na czas sygnałów jego narastającej izolacji. Norwegowie, przyzwyczajeni do wysokiego poziomu zaufania społecznego i silnych struktur wsparcia, zadawali sobie bolesne pytanie, czy w odpowiednim momencie można było „wyciągnąć rękę” i zauważyć, co się z nim i w nim dzieje. Nie dążyli do usprawiedliwienia czy rozmycia winy sprawcy, lecz próbowali wyciągnąć wnioski i odpowiedzieć sobie na pytanie: dlaczego „jeden z nas” to zrobił?
Na tle tej społecznej analizy, relacje nastolatków, którzy przeżyli na Utøyi w trakcie czytania wyciskają z oczu łzy. Jako rodzicowi, stawały mi w głowie obrazy naszych polskich obozów harcerskich – zanurzonych w leśnej zieleni chatek, namiotów i szałasów budowanych w formie zabaw i rekreacji pod okiem starszych harcmistrzów. Wieczorne ogniska, pieczenie kiełbasek i śpiewy przy wtórze gitar. Nie mogłam pozbyć się z głowy obrazu podczas lektury, że w ten sielankowy wakacyjny obraz 22 lipca wkracza jeden człowiek i unicestwia strzałami w głowę 77 osób, a tej liczbie znajduje się moje dziecko.
Strzelanina na wyspie Utøya została uznana za najkrwawszą masową strzelaninę, przygotowaną i popełnioną przez jednego człowieka w historii świata – 32-letniego norweskiego prawicowego ekstremistę Andersa Behringa Breivika.

Róża Wigeland
Miłośniczka sztuki współczesnej, twórczyni asamblaży i kolaży, pisarka, felietonistka i wydawczyni. Autorka książek non-fiction. Jej priorytetem jest po prostu dobre życie. Obywatelka Europy, mieszkająca obecnie w Anglii nad Morzem Północnym.

