Królowa i koty
22 października, 2026Niedziela 27 września jak na wyspiarski klimat o tej porze roku była całkiem ciepła i dość słoneczna. Spacerując przed południem po parku razem ze moim psem Kobim przyjemnie było patrzeć jak zwierzak podskakując za piłką cieszy się z jasnego, przyjemnego, jesiennego dnia. Jednakże taka lekkość i jasność dla mnie miały trwać tylko do wieczora, ponieważ około 20.45 oddawałem się we władanie polskiej królowej mrocznych klimatów, czyli Ani Ortodoks i jej dworzanom – grupie Closterkeller. O dziwo, zatopiłem się w tej atmosferze z wielką przyjemnością, chociaż na co dzień preferuje muzykę zbudowana w większości z weselszych akordów durowych. Dla niewtajemniczonych w teorię muzyki – podstawowe akordy dzielimy na durowe (wesołe) i molowe (smutne). Jeżeli słyszycie piosenkę smutną i poważną, bądźcie pewni, że w przeważającej części oparta jest ona na akordach molowych.
Mała dygresja. Kojarzycie instrument o nazwie bandżo? Najczęściej jest on używany w muzyce country, folk lub tradycyjnym jazzie. Otóż pewien znany polski gitarzysta zapytał mnie kiedyś, a ja za nim pytam was, czy można zagrać na bandżo smutną piosenkę? Przywołując w myślach brzmienie tego instrumentu, trudno to sobie wyobrazić, prawda? To bardzo ciekawe zagadnienie warte na grubszej rozkminy w stylu pracy doktorskiej z teorii muzyki.
A wracając do Clostera, nie spodziewałem się, że na koncercie zespołu grającego rocka gotyckiego, czyli muzykę mroczną, ostrą, czasami agresywną będzie pozytywnie i całkiem zabawnie. A to wszystko dzięki niezwykłej wokalistce, frontmence (jeśli można użyć takiego określenia) i oczywiście niekwestionowanej królowej.
Ania Ortodoks to artystka obdarzona przepotężnym głosem. Do tego głosem o ciekawej barwie i niespotykanemu sposobowi artykulacji. Myślę, że ta wyjątkowość bierze się z pewnej fuzji śpiewania rockowego z niemalże operowym. Doskonałe, czasami bardzo poetyckie autorskie teksty Ani, wyśpiewane w tak oryginalny sposób z towarzyszeniem mocnego uderzenia instrumentalnego – robi piorunujące wrażenie.
I teraz wyobraźcie sobie po prawie każdym utworze spowitym mrokiem, ociekającym ciężkością metalu, rozluźnioną Anię Ortodoks, opowiadającą jakieś anegdoty z życia zespołu, żartującą z publicznością, przekomarzająca się z fanami, czasami żartującą z siebie, swoich pomyłek i potknięć. Nie każdy artysta występujący na scenie posiada tak zwaną charyzmę sceniczną – Ania ma ją wrodzoną, w dodatku rozwijała ją przez 38 lat kariery. Wspaniałego kontaktu z publicznością, humoru i dystansu do siebie – tych cech może jej pozazdrościć wielu artystów.
Closterkeller zawitał do Londynu, aby promować reedycje swojego najsłynniejszego albumu „CYJAN”. Nie jest to zwykła reedycja, o czym opowiadała w czasie koncertu Ania, ponieważ płyta została nagrana ponownie po trzydziestu latach. Brzmi nowocześniej, a przede wszystkim, czym bardzo chwaliła się artystka, wokale warsztatowo są o wiele lepsze od tych z oryginalnych ścieżek. Pierwszą część koncertu wypełniły piosenki z tego właśnie albumu i zagrane w tej samej kolejności jak na krążku. Druga część to już retrospektywa reszty dorobku grupy.
Ciekawostka. Jeśli chodzi właśnie o panów z zespołu, to w kontekście barwności, wielkiej oryginalności i złożoności portretu artystycznego wokalistki dodam, że dwóch z muzyków towarzyszących Ani na scenie to jej byli mężowie, a trzeci to jej syn. Tylko jeden z instrumentalistów nigdy nie był, że tak napiszę, związany z rodziną. Panowie doskonale ze sobą na scenie współpracowali i generalnie wszyscy dali czadu. Myślę, że dość liczna publiczność, która przybyła do klubu The Lexington była usatysfakcjonowana występem zespołu.
Mimo że nie jestem zagorzałym fanem grupy, spędziłem wieczór przy bardzo ciekawej muzyce. Zobaczyłem także na żywo jedną z legend polskiego ciężkiego grania.
Trio supportujące Closterkeller tego wieczora też jest warte uwagi. Mentality Cave, bo tak brzmi nazwa zespołu wywodzącego się z lokalnej sceny londyńskiej, to dwóch muzyków i wokalistka. Kiedy muzycy wychodzili na scenę ani trochę nie spodziewałem się, że akustyczną gitarą, żeńskim wokalem i bębnem obręczowym – chyba tak nazywa się ten instrument – można stworzyć tak gęstą dźwiękową ścianę. Muzyka trio, hipnotyzująca i magnetyzująca wypełniła przestrzeń sali klimatem klubowej tajemniczości.
Neo-Gothic Folk Orginal – takim mianem członkowie zespołu określają gatunek, w jakim się poruszają. Mnie ich kompozycje nastrojem i pewnym mistycyzmem nieco przypominają dokonania Dead Can Dance, co absolutnie nie jest zarzutem, gdyż trio ma swoją własną tożsamość, którą mam nadzieję, jeszcze bardziej wypracują w miarę rozwoju kariery. Zachęcam zatem do zapoznania się z interesującą twórczością grupy.
Na koniec jeszcze jeden temat który mnie jako miłośnika zwierząt szczególnie zainteresował i wzbudził mój podziw. Otóż jak myślicie, jakie są ulubione zwierzęta artystki, która śpiewa o wampirach, okultyzmie i czarnej magii? Oczywiście koty! I show Closterkeller był zorganizowany na rzecz schroniska dla bezdomnych kotów. Sprawa chwalebna. Wielki szacun dla zespołu i publiczności, która pomogła im w inicjatywie.
Wieczór z Closterkeller i Mentality Cave to było połączenie przyjemnego z pożytecznym. Bardzo dziękuję obu grupom za mile spędzony czas z ich muzyką.

Jacek Raputa
pochodzę z Liszek pod Krakowem a Londyńczykiem jestem od kilkunastu lat. Jestem też mężem, ojcem, muzykiem, poetą i budowlańcem. Lubię naturę i dobrą literaturę.A w piosenkach które tworzę łącze to co kocham najbardziej czyli muzykę i słowa. Dzięki muzyce emocje przenoszą nas w inne wymiary a dzięki słowom rozwijamy się i wzrastamy.

