Pocztówka z Montreux

Pocztówka z Montreux

20 września, 2026 Wyłączono przez Redakcja

Szwajcaria to piękny kraj. Utwierdziłem się w tym przekonaniu, spędzając tam kolejny raz urlop w ciągu ostatnich kilku lat. Bajeczne krajobrazy, intensywna zieleń alpejskich łąk, przepiękne górskie jeziora, urokliwe miasteczka chowające się w dolinach i olśniewające lodowce. Dodałbym do tego jeszcze specyficzną atmosferę ułożonego i dobrze zorganizowanego społeczeństwa i mamy miejsce, które jest wyjątkowe i do którego chętnie się wraca. Nawet dla turysty, który odwiedza to państwo tylko na chwilę, stabilność dobrze funkcjonującego systemu jest od razu dostrzegalna i ujmująca. Osobiście to wszystko bardzo mi odpowiada, nawet do tego stopnia by nieśmiało wyobrażać sobie życie w tym kraju na stałe.

Może właśnie dlatego to miejsce przyciąga do siebie z całego świata gwiazdy muzyki i filmu, pisarzy i artystów.

Swoje domy mają tam między innymi Phil Collins, James Blunt, Shania Twain, Anni-Frid Lyngstad z zespołu ABBA, legendarna aktorka Sophia Loren, pisarz Paulo Coelho, czy reżyser Roman Polański. Do swojej śmierci mieszkała tam Tina Turner a swój dom i wspólne studio nagraniowe z zespołem miał Freddie Mercury. I właśnie zespół Queen był powodem mojego kilkugodzinnego pobytu w Montreux.

To urocze miasto-kurort położone nad jeziorem Genewskim u stóp alpejskich zboczy, swoim klimatem przypomina nieco francuską riwierę, dlatego nic dziwnego, że Freddie i spółka zakochali się w tym miejscu i postanowili tutaj właśnie stworzyć swoją twórczą bazę. Oczywiście, każdy fan zespołu wie, że nie tylko produktywnie, ale i rozrywkowo spędzali tutaj czas. Do legendy przeszły już imprezy z Davidem Bowie, z którym nagrali w Montreux wielki przebój „Under Pressure”.

Będąc tym razem w kraju Helwetów, nie mogłem odmówić sobie odwiedzenia muzeum Queen, które powstało w dawnym studio nagraniowym zespołu Moutain Studios.

Ale od początku. Do Montreux można dojechać koleją z Genewy. Podróż trwa około półtorej godziny i przebiegała wzdłuż brzegu Jeziora Genewskiego, co dało możliwość podziwiania z okna pociągu niesamowitego widoku ogromnego jeziora położonego pośród alpejskich szczytów. Ten obraz przypomniał mi również powieść Ernesta Hemingwaya „Pożegnanie z bronią”, której część akcji rozgrywa się właśnie tutaj i która w młodości wywarła na mnie ogromne wrażenie.

Wracając do muzyki – muzeum od dworca kolejowego Montreux dzieli kilkanaście minut spaceru nadbrzeżnym bulwarem. Po drodze wyrasta słynny pomnik Freddiego, przy którym turyści ustawiają się do zdjęć naśladując charakterystyczną sceniczną pozę wokalisty uwiecznioną w rzeźbie. Dla niezorientowanych w temacie – na okładce ostatniej studyjnej płyty Queen zatytułowanej „Made in Heaven” widnieje właśnie ten pomnik na tle Jeziora Genewskiego.

Do muzeum wchodzi się poprzez hol luksusowego hotelu, a pomieszczenia muzeum usytuowane są obok kasyna, z którym wiąże się kolejna ciekawa historia. Wielki klasyk hard rockowy „Smoke on the Water” zespołu Deep Purple (chyba nie ma osoby, która go nie słyszała) został zainspirowany pewnym dramatycznym wydarzeniem, które rozegrało się w tym właśnie kasynie. Podczas koncertu Franka Zappy, który odbywał się w tym budynku, jeden z widzów odpalił race która spowodowała pożar. Całe zdarzenie obserwował z pobliskiego hotelu wokalista Deep Purple – Ian Gilan, który nagrywał z zespołem w Montreux album „Machine Head”. Natchnęło go to do napisania teksu piosenki. Grupa stworzyła muzykę i tak powstał słynny utwór z niezapomnianym riffem gitarowym Richiego Blackmoora. To jeden z pierwszych, podstawowych riffów który każdy początkujący i szanujący się gitarzysta musi opanować. Tytułowy dym nad wodą to dym z pożaru kasyna unoszący się nad Jeziorem Genewskim.

Dzisiaj, aby dostać się do studia trzeba przejść przez kasyno. Nie jestem w stanie powiedzieć, jak to wyglądało ponad 50 lat temu, ale na szczęście studio przetrwało pożar. Zanim wejdzie się do głównego pomieszczenia muzeum przechodzi się przez wąski korytarz, na którego ścianach wiszą setki małych liścików od fanów skierowanych do zespołu. Wiadomości pisane w różnych językach zawierają podziękowania za ich wspaniałą, ponadczasową muzykę. Oczywiście, że napisałem i zostawiłem swój list.

W głównej sali muzeum znajdują się gabloty z eksponatami związanymi z nagranymi w Montreux sześcioma studyjnymi albumami grupy. Czyli „Jazz”(1978), „Hot Space”1982, „A Kind of Magic”(1986), „The Miracle” (1986), „Innuendo”(1991), i wydanym już po śmierci wokalisty „Made in Heaven (1995). Można podziwiać egzemplarze płyt CD, winyli i kaset magnetofonowych, zdjęcia z sesji nagraniowych i koncertów, kostiumy sceniczne, instrumenty używane przez muzyków na sesjach nagraniowych w tym Red Special (legendarną gitarę Bryana Maya) i wiele innych pamiątek po zespole. Na mnie największe wrażenie zrobiły rękopisy tekstów piosenek.

Kiedy patrzyłem na odręcznie napisany tekst utworu „Radio Ga Ga” czy „A Kind of Magic” – piosenek, które towarzyszą mi całe życie, odczuwałem coś magicznego i wyjątkowego. One poruszają pokolenia, tworzą kulturę i historię muzyki, a ja oglądałem dowody narodzin tych dzieł.

W drugim pomieszczeniu znajduje się ogromny stół mikserski, magnetofon i inne urządzenia służące w tamtych czasach do profesjonalnego nagrywania muzyki. Nie omieszkałem usiąść za stołem i położyć dłonie na potencjometrach. W latach osiemdziesiątych te same gesty w tym samym miejscu wykonywali chłopcy z Queen. Niezły czad zwłaszcza dla fana i faceta, który też zajmuje się muzyką.

Muzeum nie jest duże. Myślę, że szczegółowo można je zwiedzić w ciągu godziny. Dodam tylko jeszcze, że cały czas z głośników dobywa się niezapominania muzyka Królowej. Oczywiście po wizycie w muzeum była sesja zdjęciowa pod monumentem Freddiego Merkury’ego. Jednak chyba dość nieudolnie próbowałem skopiować jego charakterystyczną sceniczną pozę. Mistrza nie da się podrobić.

W Szwajcarii spędziłem kilka dni. Ze szlaków turystycznych podziwiałem wspaniałe Alpy. Spacerowałem po lodowcu i poczułem adrenalinę wysokości, ponieważ pierwszy raz w życiu stąpałem po szczytach górskich powyżej trzech tysięcy metrów. Jednak jako człowiek wrażliwy na muzykę mogę powiedzieć, że emocje towarzyszące zwiedzaniu muzeum Queen i byciu w historycznym dla muzyki miejscu, w którym powstały tak słynne i legendarne piosenki, były porównywalne z wrażeniami które odczuwałem otoczony niesamowitą magią i przyrodą Alp szwajcarskich.

Tak to już jest z ludźmi zakręconymi na punkcie dobrej muzyki.


Jacek Raputa

pochodzę z Liszek pod Krakowem a Londyńczykiem jestem od kilkunastu lat. Jestem też mężem, ojcem, muzykiem, poetą i budowlańcem. Lubię naturę i dobrą literaturę.A w piosenkach które tworzę łącze to co kocham najbardziej czyli muzykę i słowa. Dzięki muzyce emocje przenoszą nas w inne wymiary a dzięki słowom rozwijamy się i wzrastamy.

https://www.facebook.com/profile.php?id=100063724474851