Od rękopisu do produktu premium

Od rękopisu do produktu premium

25 marca, 2026 Wyłączono przez Redakcja

Podczas wydawania każdej kolejnej publikacji, staram się na bazie różnych doświadczeń i współprac, ulepszać produkt, jakim jest książka. Pierwsze wydanie było po to, by zobaczyć, na czym polega ta praca. To był punkt wyjścia, ważny, ale nie ostateczny. Podjęłam świadomą decyzję, by nie zatrzymywać się na tym, co już dobre, ale konsekwentnie dążyć do tego, aby było coraz lepsze.

W świecie wydawniczym, w obecnych czasach przy wielu nośnikach słowa pisanego, ograniczonego miejsca na przechowywanie książek w zmniejszających się powierzchniach do życia zwanych naszymi domami i mieszkaniami oraz wzrostu kosztów produkcji wszystkiego i wszędzie, książka papierowa nabiera cech dóbr luksusowych. Zależało mi zatem, by był to produkt wart swojej ceny i godnego miejsca na półkach. Nie godzi się bowiem w obecnej niestabilnej rzeczywistości zawracać ludziom głowy byle czym, byle było.

Uważam, że książka nie jest tylko zbiorem słów. I o ile jako również autorka tych słów dokładam należytej staranności, by były one warte przeczytania, o tyle uważam, że wyprodukowana książka powinna reprezentować sobą coś jeszcze – powinna być odzwierciedleniem artyzmu, wyrafinowania i estetyki. Powinno się miło trzymać ją w dłoniach, miło na nią patrzeć i miło doświadczać obcowania z tym przedmiotem.

I właśnie doszłam do momentu, w którym trzymam w ręku książkę, z której jestem wyjątkowo dumna. Temu projektowi poświęciłam rok – od pomysłu do otwarcia paczki z drukarni. Nie stworzyłam jej sama, zrobiło ją pięć osób, a dokładnie sześć, jeżeli wliczymy w to drukarnię.

Zacznijmy od pierwszej trójki, czyli autorów – Andrzeja Smolenia, Natalii Sobieckiej i niżej podpisanej. Napisaliśmy do niej słowa, tytuły, wstęp, 21 małych wstępów zaczynających każdy rozdział Trójgłosu, tekst na okładkę. Do każdego słowa przywiązywaliśmy dużą wagę by było ciekawie, interesująco, ale i szczerze – zgodnie z naszymi przekonaniami, widzeniem świata i doświadczeniami. To jednak najmilsza i najłatwiejsza część powstawania książki.

Później zaczęła się cięższa praca, do której należało zaprosić prawdziwych fachowców w swoich dziedzinach. Temu zbiorowi słów przelanych z naszych głów na ekrany laptopów należało nadać fizyczność. Kluczowym elementem tego procesu jest sięganie po coraz lepsze narzędzia. Nie chodzi wyłącznie o technologię, choć ta również ma znaczenie – nowoczesne programy do składu, zaawansowane metody druku czy wysokiej jakości materiały. Równie istotne są narzędzia intelektualne i warsztatowe: rozwój kompetencji redakcyjnych, głębsze rozumienie struktury narracji, większa świadomość estetyki i komunikacji wizualnej. Bo każdy z tych elementów wpływa na finalny kształt książki.

Pierwszym etapem „produkcji” książki jest korekta i redakcja. Albo redakcja i korekta, bo tutaj każdy fachowiec ma swój system pracy. Do tego etapu zaprosiliśmy wspaniałą redaktorkę – Adę Johnson. Pierwsze i drugie czytanie i redakcja odbyła się indywidualnie z każdym z autorów, następne już na całym tekście ułożonym w odpowiedniej kolejności i porządku. Trwało to kilka-kilkanaście tygodni, bo Ada stosowała różne techniki czytania i słuchania, by wydobyć z poszczególnych felietonów ich rytm i klarowność, przy zachowaniu indywidualnych stylów pisania autorów. Nasza wspaniała redaktorka przede wszystkim dostała „polecenie”, że ma nie brać jeńców i zakreślać, skreślać i dawać krytyczną informację zwrotną wszędzie tam, gdzie cokolwiek jakkolwiek zazgrzyta i nie będzie poprawne i zgodne z poprawnością gramatyczną, logiczną i merytoryczną. Jesteśmy dorosłymi ludźmi i nie obrażamy się za krytykę. Po to oddaliśmy się w ręce fachowczyni, aby otrzymać od niej rzetelny wynik pracy. Poklepać po pleckach mogliśmy się po dobrzej wykonanej robocie. Myślę, że dla Ady, praca przy jednej książce z trzema autorami była zajęciem wymagającym i niełatwym.

Do następnego etapu, czyli składu, swoje ponadprzeciętne umiejętności zaprzęgła Natalia Sobiecka. Do niej należał wybór kroju liter, układu tekstu, formatu książki, szerokości marginesów, dostosowania wielu drobnych niezauważalnych na pierwszy rzut czytelniczego oka, ale niezwykle ważnych elementów i dopasowania ich do wytycznych wymyślonego przeze mnie projektu. Podczas tej fazy niezwykle istotne okazała się jej świadomość estetyki i komunikacji wizualnej. Rola Natalii była o tyle trudna, a praca skomplikowana, ponieważ…

I tu dochodzę do niezwykle ważnej części projektu książki „Trójgłos”, ponieważ po raz pierwszy zaprosiłam do współpracy artystę – Mirosława Ogorzałka, który zaprojektował okładkę oraz kolorowe grafiki-rozkładówki w środku książki, do których Natalia musiała dopasować design i kolory składu. Mirosław otrzymał kilka informacji: twarda okładka (bo inaczej projektuje się twarde i miękkie), przewodni kolor – niebieski, tytuły poszczególnych bloków tematycznych i sugestię, aby miała styl ikony pop artu – Andy’ego Warhola. Na nasze skrzynki mailowe wpłynęło kilka wersji do wyboru zarówno okładki jak i grafik rozdzielających nasze bloki tematyczne. Wybór był trudny, bo każda z tych propozycji była mistrzowska. Mirosław Ogorzałek to artysta-designer, który nie tylko „robi okładki”. On rozumie ideę książki i potrafi przełożyć jej sens na język obrazu po to właśnie, aby okładka stała się pierwszym punktem kontaktu czytelnika z książką. Jej koncepcja jest obietnicą, zaproszeniem do czytania i wyjaśnieniem, co zawiera w jednym. Każdy milimetr powierzchni okładki „Trójgłosu” został zaprojektowany przez prawdziwego twórcę.

Tym samym oprawa książki, design składu, kolory, typografia i kompozycja zgrały się z treścią, budując spójne, estetyczne doświadczenie czytelnicze.

Po tych trzech etapach projekt „Trójgłos” krążył jeszcze wielokrotnie pomiędzy Adą, Natalią i Mirosławem, bo potrzebna była jeszcze korekta po składzie i dopasowanie wysokości grzbietu po wyborze papieru w drukarni. Były momenty, że linie komunikacyjne rozgrzewały się do czerwoności, bo wyłapanie kilku błędów przez redaktorkę skutkowało kilkugodzinnym siedzeniem nad projektem składaczki, bo tekst musi się tak zmieścić na stronach, by kolorowe grafiki pozostały na sąsiadujących, a designer czekał w blokach startowych na wytyczne, bo różnica kilku stron w druku wymagała przesunięcia o pół milimetra tytułu na grzbiecie książki. Zegar tykał i premiera mająca się odbyć 28 marca 2026 roku na Autorskich Targach w Londynie zbliżała się nieubłaganie.

W końcu nadszedł ten moment, kiedy ostateczne pliki musiałam „wlać” w odpowiednio przygotowane szablony i wysłać do druku. Jeszcze trzy dni trwała korespondencja z pracownikiem drukarni, czy aby na pewno dobrze rozumiem terminologię i otrzymam w rezultacie to, nad czym tyle czasu pracowaliśmy. I w końcu… poszło! Po dwóch tygodniach kurier przywiózł paczki, które otwierałam drżącymi rękami. Ale kiedy wzięłam książkę do ręki, wiedziałam już, że mamy to!

To piąta książka w moim dorobku pisarskim, a szósta w wydawniczym w ciągu kilku lat. Przy każdej nauczyłam się nowych rzeczy, współpracowałam z coraz lepszymi fachowcami w swoich dziedzinach, dopracowywałam kolejne wydania, by stały się świadectwem mojego rozwoju jako autorki, wydawczyni, a także nas – współautorów i naszej idei dawania światu i czytelnikom coraz lepszych produktów. Książka „Trójgłos. Felietony” nie powstała przypadkiem, lecz została świadomie zaprojektowana i udoskonalona. Ciągłe ulepszanie nie oznacza niezadowolenia z wcześniejszych osiągnięć. Przeciwnie, to wyraz szacunku dla własnej pracy i dla odbiorcy. To przekonanie, że zawsze można zrobić coś lepiej i piękniej. A kiedy do tej drogi zaprasza się właściwych ludzi i korzysta z najlepszych dostępnych narzędzi, efektem jest książka, która nie tylko spełnia oczekiwania, ale je przekracza.

Dobra książka się broni, świetna książka jest zaprojektowana od pierwszego słowa po ostatni detal.


Róża Wigeland

Miłośniczka sztuki współczesnej, twórczyni asamblaży i kolaży, pisarka, felietonistka i wydawczyni. Autorka książek non-fiction. Jej priorytetem jest po prostu dobre życie. Obywatelka Europy, mieszkająca obecnie w Anglii nad Morzem Północnym.

https://rozawigeland.com/