Sinterklass
14 marca, 2026W grudzień zwykle wchodzi się z rozpędu. Wszystko porusza się swoim torem, aż w pewnym momencie nagle, bez zapowiedzi, zupełnie ustaje. Tak jakby, choinki i błyskotki, nabrały nagle mocy prawnej. Maile przychodzą rzadko, telefon milczy, w rytmie „last Chrtistmas” nastaje czas na porządkowanie starych zaległości, uzupełnienie wszystkich tych „na kiedyś”, zaplanowanie działań na nowy rok. W ostatnim grudniu było jednak inaczej. Na kilka dni przed ostatecznym zamknięciem biur i zakładów na cztery spusty wyleciałem jeszcze na krótkie spotkanie do Niemiec. W niedzielny wieczór biurowa dzielnica była cicha, w porównaniu ze zwykłymi miesiącami niemal martwa. Mały ruch w restauracji, pustki w hotelu. Długi, spokojny wieczór zawieszony pomiędzy pracą a nadchodzącymi Świętami.
Z J. nie widziałem się przez dziesięć lat. Zatoczył w swoim życiorysie duże koło i znów pracujemy razem, będąc oboje o dekadę różnych doświadczeń starsi. Jest o czym rozmawiać. O Europie, o Stanach, o emigracji, o życiu w różnych krajach i kontynentach, o planach, o zamieszaniu i niepewności. Siedzimy przez kolejne godziny przy barze, po drugiej stronie gruzińska barmanka, która czasami włącza się do rozmowy. Trójka dzieci przemijającego świata.
– Jak u was w domu przychodzi św. Mikołaj – pyta nagle J. – niedawno był szósty grudnia, ale w Anglii prezenty daje się pod choinkę… Którego dnia Twoje dzieci dostają prezenty?
Tłumaczę nasz domowy hybrydowy tryb, próbę połączenia dwóch tradycji. J. kiwa głową.
– U nas w Holandii św. Mikołaj przylatuje z Hiszpanii…
– Z Hiszpanii?! A to ciekawe.. Czy ma to jakiś związek z tym, że Niderlandy były kiedyś hiszpańską prowincją?
– Tego nie wiem. Ciekawe jest też to, że pomimo tego, że Holandia jest głównie protestanckim krajem, św. Mikołaj jest ubrany jak katolicki biskup.
– No cóż, zgodnie z historią.
– I dodatkowo, u nas pływa po kanałach…
– Jak to po kanałach…
– Tak to u nas wygląda. Po przypłynięciu do miasta jeździ już na białym koniu. Ale najbardziej lubię to, że codziennie w publicznej telewizji jest relacja dla dzieci, w którym miejscu jest obecnie św. Mikołaj!
Rzucam okiem na zdjęcia w telefonie J. Rzeczywiście; katolicki biskup z pastorałem na barce. Zachwycił mnie ten widok, tradycja tak odmienna od znajomej. Hiszpania? Kanały? Nie przyszłoby mi to nawet na myśl. I ten program telewizyjny, gdzie dorośli sami się bawiąc sprawiają frajdę dzieciom. Rzuciłem okiem na swoją szklankę, w które czarny płyn przełamał szlachetną, złotą barwę rumu. A co czuję taki dzieciak, który widzi św. Mikołaja na przypływającego do danego miasta łodzią, a kilka minut później, podczas bloku reklamowego ogląda rubasznego starca jadącego czerwoną ciężarówką? Biskup czy krasnal z nadwagą? Łódka, koń, sanie, czy ciężarówka z logo napoju? Hiszpania czy Laponia? Jak marketing może podkopać piękno tradycji, mając siłę na to, żeby zamienić piękno różnić w jednolitą papkę plastiku i kiczu. Dopiłem drinka. Szkoda nawet o tym gadać…
– Jeszcze po jednym?

Andrzej Smoleń
Autor felietonów i krótkich artykułów historycznych, które nieregularnie ukazywały się w kilku punktach „emigracyjnego” internetu od 2019 roku. Twórca bloga emigraniada.com, który w 2023 przekształcił się w portal publicystyczno-kulturalny. Z zawodu inżynier rozwoju produktu. Mieszkaniec Liverpoolu.

